Wystrzał brytyjskiej Aurory i fenomen Trumpa. 3

7693734_original

W opinii specjalistów i naukowców w ciągu najbliższych dekad rewolucja technologiczna pozwoli w dużej mierze zastąpić człowieka w wielu dziedzinach życia, przede wszystkim w produkcji, rolnictwie, transporcie, w usługach, w branżach, związanych z technologiami informacyjnymi i edukacją. Przy czym ilość miejsc pracy może się skurczyć w USA o 48%, w Wielkiej Brytanii i UE – o 54%, w Indiach – o 68%, w Afryce – 75%, w Chinach – prawie o 80%.

Oczywiście jest to tylko możliwość, która nie musi być przecież wykorzystana w całości, można uruchomić specjalną politykę wstrzymywania nowych technologii, albo tworzyć sztuczne miejsca pracy, które nie są w realnej gospodarce potrzebne. Lecz będzie to oznaczało spadek efektywności, zacofanie technologiczne, utratę rynków zbytu, problemy finansowe, degradację i wstrzymywanie wzrostu bogactwa ludności i korporacji.

Na czołowe pozycje w świecie wysuną się te kraje i korporacje, które nie będą wstrzymywać skok technologiczny, tylko skorzystają z niego. Tyle że „wyzwolenie” od pracy setek milionów ludzi doprowadzi do powstania całego kompleksu problemów. Co robić, aby nie wpaść do wiru rewolucji, buntów, konfliktów?

Konflikty i sprzeczności wywołane przez nową rewolucję technologiczną widzimy już dziś, codziennie przed oczami, na ulicach, na ekranach komputerów i telewizorów. Świat nie może zrozumieć, co stoi za islamskim radykalizmem, nacjonalizmem, populizmem politycznym. A za tym wszystkim stoją niekontrolowane zmiany w siłach produkcyjnych i nieodpowiadające tym zmianom struktury społeczne i nadbudowy polityczne.

O ile jeszcze kilka lat temu spadek produkcji na świecie oznaczał redukcję miejsc pracy, a wzrostowi produkcji zawsze towarzyszył wzrost popytu na siłę roboczą, to w ostatnich latach ta zależność przestała działać. Teraz spadek produkcji prowadzi do redukcji miejsc pracy, ale wzrost produkcji nie prowadzi do wzrostu zatrudnienia. To przestało działać. Bezrobotni w UE widzą wzrost produkcji, akumulację bogactw, ale ten wzrost nie ma prawie żadnego przełożenia na ich sytuację. Większość z nich pozostaje bez pracy bądź dostaje pracę, na którą zgadza się jedynie z nędzy i rozpaczy.

Rządy próbują tworzyć miejsca pracy, które nie są potrzebne ani społeczeństwu, ani produkcji, a nawet jej przeszkadzają, zmniejszając wydajność pracy i generując zbędne koszty. W Indiach tradycyjnie co drugi niemalże pracownik biurowy ma do dyspozycji czokidara, który przez cały dzień siedzi w korytarzu, przynosi urzędnikowi, księgowemu czy programiście herbatę i sprząta po nich papierki i śmieci, czyści popielniczki. W Wielkiej Brytanii zaś postanowili płacić zasiłki dla bezrobotnych pod warunkiem, że beneficjent będzie pracował jako wolontariusz w jakiejś firmie czy organizacji, na przykład w sieci handlowej. Czyli taki wolontariusz, pracując na prywatną firmę, dostaje pieniądze z budżetu państwowego. I takich „wolontariuszy” dzisiaj w Wielkiej Brytanii jest ponad sto tysięcy.

A to dopiero początek. Sztuczna inteligencja i roboty dopiero się podkradają do realnej produkcji. Co się stanie, gdy proces znacznie się przyspieszy? I dlaczego w tej sytuacji Trump mówi o wzroście zatrudnienia? Dlaczego on obiecuje Amerykanom, że da im z powrotem pracę, zarobki i godność?

Trump obiecuje i przygotowuje do tego, by przywrócić miejsca pracy do Ameryki właśnie dlatego, że on i ci, którzy za nim stoją, chcą by USA były przygotowane do skoku technologicznego. Za Trumpem stoją siły, które rozumieją (choć widzą tylko segmenty, odłamki obrazu), że obecna elita polityczna nie jest w stanie przygotować USA do nowej rzeczywistości, przekształcić zagrożenie w otwierające się możliwości. Ta siła, ten ruch już zyskały nazwę – „trumpizm”. Trumpizm jest znacznie większy, szerszy, głębszy niż osoba Trupma. On wykorzystuje Trupma jako taran do zdobycia władzy.

Trumpizm opiera się na dwóch zasadniczych pozycjach:

– otwarte spojrzenie na realne problemy, precyzyjne ich zdefiniowanie, analiza i próba ich rozwiązania nawet kosztem istniejącego systemu i obecnej politycznej i biznesowej elity, czyli realizm polityczny, odrzucenie dogmatów i nieefektywnych teorii. „Nie działa, więc idzie do lamusa” – oto hasło, które może być sformułowane dla trumpistów;

– próba stworzenia dla USA korzystnych warunków do skoku do nowej epoki technologicznej, minimalizacja problemów okresu przejściowego, uniknięcie wybuchu społecznego i zapewnienie tego skoku kosztem innych krajów. „Ameryka przede wszystkim!” – hasło Trumpa.

Temu skokowi towarzyszyć będą ekstremalne przeciążenia, które odczują wszystkie systemy skazane na ogromne przyspieszenie. System niczym statek kosmiczny musi być przygotowany do tego przyspieszenia, żeby je wytrzymać i się nie rozpaść.

Dla jego gotowości potrzebne są dwa warunki:

Struktury państwowe, biznes i organizacje społeczne, nauka, kultura i edukacja – całe społeczeństwo obywatelskie powinno rozumieć, co się dzieje i mieć plan przejścia na nowy poziom technologiczny i stosowną do niego organizację społeczeństwa. Na Zachodzie są już ludzie i grupy, które zajmują się rozwiązaniem tego problemu. Pracują nad tym czołowi uczeni, nieduże organizacje naukowe, networki, think tanki i tego typu struktury w USA i Europie, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, choć grupy te są nieliczne i mało znane szerokiej publiczności.

Oni mają pewne szkice, rozumienie problemu, i choć ciągle brakuje całościowego planu przejścia na nowy stopień rozwoju cywilizacji, pewne oddzielne elementy przejściowe są już opracowywane.

Trzeba przygotować się do przejścia na nowy stopień rozwoju. Trump i jego ekipa chcą, by USA były gotowe. Korporacje muszą maksymalnie wrócić do kraju, przenieść z powrotem swoje produkcje, swoje zyski, obroty, zająć ludzi pracą produkcyjną.

Ci producenci, którzy pozostaną za granicą, powinni płacić cła i podatki za wwóz produkcji do USA. Ma to zmusić ich do powrotu, ale też pozwolić USA zwiększyć rezerwy finansowe, które są potrzebne do zmiękczenia przeciążeń.

Państwo potrzebuje obecnie pieniędzy do tego, by przekształcić społeczeństwo, stworzyć nowy ludzki, społeczny plankton – aktywną ludzką masę, która będzie generować idee, nowacje, nurty, mody – wszystko, co z jednej strony interesuje, zajmuje ludzi, daje uczucie twórczości i szczęścia, a z drugiej daje możliwość wykorzystania tych idei jako ziarnek, kiełek, trzonów wokół których tworzą się nowe bogactwa.

Do tego należy zapewnić niepracującej ludności bezpłatną i dostępną edukację, opiekę medyczną, mieszkanie, pieniądze, wolność przemieszczania się, kontaktów, komunikacji, dostępu do informacji, realizacji i demonstracji swoich idei. Innymi słowy trzeba pozwolić i zmusić tę masę do przefermentowania się i przekształcenia w „twórczy społeczny plankton”, który stanie się podłożem nowej cywilizacji.

Plankton potrzebny jest nie tylko do produkcji i generacji idei i nowacji obok oficjalnej nauki i oficjalnej kultury. Plankton potrzebny jest również do tworzenia bogactw poprzez swoje bezpośrednie uczestnictwo w biznesie, przy czym nie tylko jako konsument.

Tu mamy do czynienia z kolejnym charakterystycznym elementem nadchodzącej formacji ludzkiej.

Na przestrzeni tysiącleci człowiek głównie pracował po to, by przeżyć, by zapewnić kontynuację rodu. W ciągu ostatnich kilku stuleci, kiedy światem i życiem zaczął rządzić kapitał i rynek, człowiek pracował (i pracuje głównie teraz) już po to, by więcej zarabiać i zyskiwać dodatkowe możliwości i korzyści, poprawiać jakość życia.

Na nowym etapie progresu technicznego po raz pierwszy w historii człowiek nie będzie musiał pracować żeby żyć, cieszyć się z życia, robić co mu się podoba. Praca przestaje być obowiązkiem, wymuszoną potrzebą bez której niemożliwe jest godne życie.

Jednak stworzenie i utrzymanie takiej masy ludzi wymaga redystrybucji bogactw, kapitału, potoków finansowych, rewolucji w stosunkach produkcyjnych i społecznych, państwa nowego typu, nowej świadomości. Powstaje więc logiczne pytanie: skąd wciąć na to wszystko pieniądze?

coca_cola_ad_blade_runner

Norma zysku w firmach sieciowych jest taka, że one dosłownie nie wiedzą, co robić z pieniędzmi. Na dziś dzień główne amerykańskie korporacje działające w sferze najnowszych technologii zgromadziły 2 tryliony dolarów na swoich rachunkach i nie wiedzą gdzie te pieniądze zainwestować. One nie potrzebują tych pieniędzy. Jeśli te pieniądze znikną, to korporacje nie od razu to zauważą, a jeśli nawet zauważą, to nie dlatego, że będą tych pieniędzy potrzebować, a tylko dlatego, że zareaguje służba bezpieczeństwa.

Pieniądze po prostu leżą na rachunkach. Powstał remake sytuacji opisanej przez Marksa, którą ten nazwał szczytem kapitalistycznego idiotyzmu. Czek na sto tysięcy funtów, który pewien potentat włożył do ramki i powiesił niczym obraz na ścianie swojego gabinetu. Oczywiście pieniądze korporacji nie wiszą w ramce, tylko na rachunkach bankowych, ale z punktu widzenia biznesu, sytuacja mało czym się różni od tej, która rozśmieszyła i oburzyła Marksa.

Jednak tutaj też odbywa się transformacja. Niektóre firmy znajdują zastosowanie dla swojego superbogactwa i zaczynają wchodzić do tych dziedzin, które wcześniej były domeną wyłącznie największych państw. Na przykład rozwijają programy kosmiczne.

39a_aerial1

Wszystkie kraje aktywnie drukują pieniądze. Drukują setki miliardów euro i dziesiątki miliardów funtów rocznie. Ale mimo to żadnej inflacji w rozwiniętych krajach nie ma. A jeśli jest, to minimalna i z jej pojawiania się cieszą zarówno państwo, jak i biznes i społeczeństwo, bo to zbawienie od deflacji, czyli spadku cen, prowadzącego bezpośrednio do wzrostu bezrobocia.

Gdzie w takim razie znikają pieniądze? Co je pochłania?

Nurtów i wirów jest oczywiście wiele, ale jeden z nich to kapitalizacja firm i korporacji, która odzwierciedla wzrost ich realnego bogactwa i realną wartość ich akcji. Im wyższy jest poziom technologiczny firmy, im ona jest bardziej sieciowa, tym więcej bogactwa, tym więcej technicznego, produkcyjnego i ludzkiego potencjału ona gromadzi. Bogactwo zaś powinno się wyrażać w ekwiwalencie pieniężnym. Prowadzi to do wzrostu akcji firm, emisji nowych, gwałtownego wzrostu kapitalizacji. Świat staje się bogatszy, ale to bogactwo skupia się w kilku firmach sieciowych, które są zalążkami nowego sieciowego świata. I u akcjonariuszy tych firm. Obecnie 60 (sześćdziesiąt) osób ma więcej pieniędzy, niż 50% populacji o najniższych dochodach. Różnica stała się szokująca, ale nie skrajna. Do skraju jeszcze daleko. Bogactwa te stały się superbogactwami, które nie mogą być w pełni użyte we współczesnym świecie, który sam szybko odchodzi do przeszłości. Pieniądze, superbogactwa rwą się do świata przyszłości.

Dwie firmy – dwa świata

Tu chciałbym się zatrzymać na pewnej cesze charakterystyczne firm sieciowych.

Weźmy dwie brytyjskie firmy: BHS i Marks & Spencer. Obie firmy zarządzają sieciami centrów handlowych. Pierwsza ma więcej pomieszczeń, budynków, magazynów, biur, 30 tysięcy pracowników itd. Pięć lat temu ona mogłaby zostać sprzedana jakiemuś rosyjskiemu czy arabskiemu nuworyszowi za kilka miliardów funtów. Tyle że ona nie kosztowała prawie nic. Więc kiedy skończyli się oligarchowie niewiedzący na co wydawać pieniądze, wartość firmy spadła do 1 funta. Teraz ona nie kosztuje nawet tyle. O niej mówić nie będziemy. Tam wszystko jest jasne.

Druga firma, Marks & Spencer, też nie jest bynajmniej mała. Wartość jej magazynów, towarów, pomieszczeń handlowych i innej własności, innych aktywów, w tym zasobów pieniężnych na jej rachunkach i środków obrotowych szacowana jest na 1 miliard funtów. Lecz rzeczywista wartość firmy wynosi 10 miliardów funtów. Skąd się zatem wzięły 9 miliardów?

marks-and-spencer

Marks & Spencer jest firmą współczesnego świata, ale już podejmuje kroki aby przejść do świata sieciowego. Ona demonstruje, że obecne bogactwo składa się nie tylko z nieruchomości, sprzętu, maszyn i dolarów/funtów. Realnym kapitałem są nie tylko i nie tyle materialne i obrotowe środki. I kapitał finansowy nie jest najważniejszym kapitałem. Pojawia się tu masa nowych pojęć i wartości, ale wydzielmy z nich jedno stanowiące kamień węgielny dla tych firm, które zamierzają i dążą do tworzenia superbogactwa. Tym pojęciem jest kapitał społeczny (social capital). Czyli to, co jest bezpośrednio związane ze mną i z wami: planktonem społecznym. To właśnie my jesteśmy aktywnymi twórcami tego superbogactwa, które, wydawałoby się, nie ma bezpośredniej zależności z wyrażeniem rzeczowym i pieniężnym, ale na Zachodzie już się go nauczyli liczyć. Kapitału społecznego nie da się dotknąć, ale nie ma substancji bardziej materialnej. I bardziej kosztownej.

Czołowe firmy już to rozumieją i próbują przyciągnąć do siebie plankton, dają mu rolę w zarządzaniu firmami, próbują zainteresować go materialnie. W takich firmach, w ich radach nadzorczych i zarządach pojawiają się nowi członkowie, którzy odpowiadają za relacje z planktonem. Do zarządów korporacji zapraszani są ci, którzy przeszli szkolenia w strukturach zajmujących się badaniem nowej rzeczywistości technologicznej.

Kapitał społeczny i inne elementy współczesnego i przyszłego superbogactwa i superkapitału są badane przez czołowych ekonomistów Zachodu. Właśnie te elementy mogą zostać źródłem dla finansowania planktonu i rozwiązania innych problemów przejściowych.

Ciąg dalszy nastąpi

      Ennio-Morricone-LUltima-Diligenza-di-Red-Rock-Versione-Integrale
Podziel się: