Tagi:Demografia

Prawicowy populizm i gerontokracja

Wszystko co dzisiaj nazywają „prawicowym populizmem”, „skrętem w prawo” itd. – to w rzeczywistości kontrrewolucja starych, po której nadejdzie gerontokracja. Społeczeństwa Pierwszego Świata się starzeją (średnia wieku we Francji i w Niemczech już wynosi około 45 lat). Rozrodczość jest coraz niższa, starzy żyją coraz dłużej (niedługo 90-100 lat życia będzie normą).

Starzy chcą spokoju i stabilności. Młodzież stopniowo staje się instytucjonalną mniejszością, w rodzaju homoseksualistów, migrantów czy weganów.

Ciekawe jak będzie na to reagowała młodzież Pierwszego Świata. Pewnie tak jak choćby w USA – będzie skupiać się w nadmorskich stanach, jakichś oazach, które stopniowo zaczną przekształcać się w nowe państwa. Podobnie będzie na całym świecie: młodzież zacznie żyć w kilku metropoliach dookoła których będą rozpościerały się tereny starców (prawicowego konserwatyzmu). Podobnie będzie w Rosji: współczesne życie i progres pozostaną w aglomeracji Moskiewskiej (o populacji 40-50 mln), a dookoła będzie zimna równina z duchowością, wieżami wiertniczymi i Nowym Średniowieczem. W Polsce też mimo ogólnego antymodernistycznego trendu i wyjątkowego wręcz w skali europejskiej tradycjonalizmu młodzieży, takie ośrodki jak Warszawa, Wrocław czy Trójmiasto idą dokładnie w tym samym kierunku co reszta innych europejskich aglomeracji.

Błąd neoliberalizmu polegał na tym, że mu się wydawało, iż każdy chcę się bawić swoimi gadżetami, siedzieć w coworkingach, zajmować się team-buildingiem, brać kubek kawy ze swoim imieniem w Starbucksie, jeździć na rowerze i ogólnie „żyć wesoło i pozytywnie”. A tymczasem większość ludzi, zwłaszcza po czterdziestce, chce po prostu siedzieć przed telewizorem (w USA oglądalność telewizji z pojawieniem się internetu nawet wzrosła), robić barbecue, kosić swój trawnik, żyć w „domu-twierdzy”, strzelać do Obcych (murzynów czy gejów), mrocznie patrzeć w Nikąd. I żeby wszyscy się od niego odczepili.



Skąd biorą się dzieci

tagesmutter_01

Przedszkole w bawarskim miasteczku Selb

Według Światowej Księgi Faktów CIA w roku 2016 poziom dzietności w Polsce wynosi 1,34 dziecka na jedną kobietę w wieku rozrodczym. Spośród uznawanych państw niższy wskaźnik mają jedynie Bośnia i Hercegowina, Korea Południowa i Singapur. Nic zatem dziwnego, że dla polskiego rządu zwiększenie dzietności jest jednym z, o ile nie najbardziej priorytetowym zadaniem. Każdemu obiło się o uszy przyjęcie w kwietniu tego roku programu 500+, za jakieś pół roku/rok powinny być widoczne jego pierwsze rezultaty. Wtedy też można będzie ocenić czy ten projekt wypalił, czy coś znowu poszło niezgodnie z planem. Natomiast w tym wpisie skupię się na przykładzie Niemiec, które od lat mają ten sam problem co Polska i które, jak się wydaje, w końcu znaleźli na to przepis.

Niemcy od lat wydawały i wydają najwięcej pieniędzy na zwiększenie dzietności i wsparcie rodzin – do 200 mld euro rocznie. Mimo tego współczynnik dzietności w kraju od kilkunastu lat utrzymywał się na poziomie – 1,39 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym. Rządowe badania wykazały, że skuteczniejszym jest nie bezpośrednie rozdawanie pieniędzy rodzinom czy ulgi podatkowe, tylko budowa jak największej liczby żłobków i przedszkoli.