Skąd biorą się dzieci

tagesmutter_01

Przedszkole w bawarskim miasteczku Selb

Według Światowej Księgi Faktów CIA w roku 2016 poziom dzietności w Polsce wynosi 1,34 dziecka na jedną kobietę w wieku rozrodczym. Spośród uznawanych państw niższy wskaźnik mają jedynie Bośnia i Hercegowina, Korea Południowa i Singapur. Nic zatem dziwnego, że dla polskiego rządu zwiększenie dzietności jest jednym z, o ile nie najbardziej priorytetowym zadaniem. Każdemu obiło się o uszy przyjęcie w kwietniu tego roku programu 500+, za jakieś pół roku/rok powinny być widoczne jego pierwsze rezultaty. Wtedy też można będzie ocenić czy ten projekt wypalił, czy coś znowu poszło niezgodnie z planem. Natomiast w tym wpisie skupię się na przykładzie Niemiec, które od lat mają ten sam problem co Polska i które, jak się wydaje, w końcu znaleźli na to przepis.

Niemcy od lat wydawały i wydają najwięcej pieniędzy na zwiększenie dzietności i wsparcie rodzin – do 200 mld euro rocznie. Mimo tego współczynnik dzietności w kraju od kilkunastu lat utrzymywał się na poziomie – 1,39 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym. Rządowe badania wykazały, że skuteczniejszym jest nie bezpośrednie rozdawanie pieniędzy rodzinom czy ulgi podatkowe, tylko budowa jak największej liczby żłobków i przedszkoli.

Rok 2013. Spośród krajów rozwiniętych (członków OECD) Niemcy na programy socjalne pośrednio lub bezpośrednio wydają najwięcej bo aż do 2/3 budżetu. Znaczący udział w tych wydatkach stanowi wsparcie rodzin i programy zwiększenia dzietności (3,07% PKB, czyli około 200 mld euro – patrz poniższy diagram). Lecz mimo tak wysokich wydatków, dzietność w kraju nadal cały czas spada. W czym jest rzecz?

654654

Opublikowane w 2013 roku wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie rządu pokazały, że zwykłe „rozdawnictwo pieniędzy” jest mało efektywne.

Eksperci naliczyli kilka przyczyn. Pierwsza – przestarzałe rodzinny i podatkowy kodeksy. W Niemczech maksymalne zasiłki i dotacje otrzymują tylko takie rodziny, które oficjalnie zarejestrowali związek. Poza tym państwo daje ulgi podatkowe tylko tym rodzinom, w których występuje znacząca różnica w przychodach męża i żony. Maksymalna wysokość ulgi – 15.694 euro rocznie. Rodziny żyjące w związku cywilnym (niezarejestrowanym) są pozbawione takiej pomocy (w kraju takie rodziny posiadające dzieci stanowią 25%).

Druga. Obecnie zasiłek na każde dziecko w Niemczech wynosi 190 euro miesięcznie. Lecz te pieniądze nie są w stanie zmusić matek do siedzenia w domu, one wracają do pracy. System opieki przedszkolnej w kraju jest taki, że miażdżąca większość przedszkoli przyjmuje dzieci w wieku od 3 do 6 lat. Matki posiadające niemowląt w wieku do 3 lat muszą pracować na część etatu. W niepełnym wymiarze godzin pracuje 50% mających dzieci Niemek. Obliczenia pokazały, że zwiększenie czasu pracy nawet o 12 godzin tygodniowo przyniesie im dodatkowe 700 euro miesięcznie i z nawiązką pokryje zarówno kwotę zasiłku dziecięcego, jak i wydatki na przedszkole.

Eksperci zasugerowali rządowi by część wydatków na pomoc matkom i ich dzieciom przeznaczyć na budowę nowych ośrodków przedszkolnych. Właśnie to ma być najbardziej efektywną metodą zwiększenia dzietności. Naukowcy przytaczają doświadczenia z niektórych wiejskich obszarów Niemiec zachodnich, gdzie zwiększenie liczby miejsc w przedszkolach o 10% doprowadziło do wzrostu dzietności o 3,5% w ciągu 2 lat (jeśli hipotetycznie przełożyć to na całe Niemcy, to dzietność wzrosłaby z 1,39 dziecka na kobietę do 1,44).

Ale to nie są wszystkie wnioski. W innym badaniu naukowcy nawołują do tego, by otwierać nie zwykłe przedszkola, tylko przedszkola NRD-owskiego typu.

germany_fertility_rate_graph

Na powyższym wykresie widać jak podskoczyła dzietność w NRD w latach 1970-80. Było to spowodowane tym, że niemalże wszystkie dzieci miały zapewnione miejsca w ośrodkach przedszkolnych. W latach 1990. dzietność w Niemczech wschodnich gwałtownie spadła, czego powodem był szok po zjednoczeniu dwóch państw. Ale już w 2007 roku współczynnik dzietności w byłej NRD i RFN się wyrównał. Mimo, iż w byłej NRD dochód na mieszkańca wciąż jest niższy od poziomu zachodnioniemieckiego – o około 20%. A więc poziom dobrobytu nie jest tu decydującym czynnikiem. To co w takim razie?

Jak już wspomniano wyżej – są to przedszkola. Ale takiego typu, które mogłyby przyjmować dzieci o ile nie na całą dobę, to choćby na 12-14 godzin dziennie, ponieważ w Niemczech około 30% pracowników (zarówno mężczyzn, jak i kobiet) pracują w elastycznym czy zmiennym grafiku. W kraju jest już jedno przedszkole całodobowe – w miasteczku Sonneberg o populacji 22 tys. osób we wschodniej Turyngii. Zostało otwarte kilka lat temu i dokładniej nazywa się „dziecięcym centrum wieloprofilowym” (jest w nim 14 różnych grup – dla zdrowych dzieci, o nieznacznych zaburzeniach, niepełnosprawnych). Dziś bezrobocie w Sonnebergu wynosi jedynie 3,6% (bardzo niski poziom jak na Niemcy wschodnie), zaś przez 2 lata działalności przedszkola dzietność wzrosła o 3,8%.

W Niemczech Wschodnich wciąż zachował się NRD-owski system przedszkoli. Jest to związane m.in. z tym, że rząd w ramach „wyrównywania dwóch części Niemiec” inwestował tam więcej pieniędzy w projekty socjalne, niż w części Zachodniej. Na poniższej mapie widać o ile lepiej prezentuje się kwestia wolnych miejsc w przedszkolach w Niemczech wschodnich (kolor czerwony – 0% wolnych miejsc w przedszkolach, zielony – ponad 20%).

654651

Eksperci którzy przeprowadzili to badanie sugerują, że w Niemczech zachodnich należy otwierać przedszkola czynne przez 12, a nawet 14 godzin dziennie (dziś większość jest zamykana o 17.00), zrezygnować z 4-6 tygodniowych wakacji w ośrodkach przedszkolnych, otwierać więcej grup dla dzieci z różnymi zaburzeniami, oraz dla dzieci w wieku 1-3 lat. Ten ostatni przepis został już wprowadzony przez rząd i takie grupy zaczęły się pojawiać pod koniec 2013 roku. Poza tym matki, których dzieciom zabraknie miejsca w przedszkolu, mogą teraz liczyć na zwiększenie zasiłku dziecięcego o 150 euro miesięcznie.

Co istotnie, po dwóch latach pojawiły się już pierwsze efekty wprowadzonych zmian. W 2014 roku współczynnik dzietności w Niemczech wzrósł z 1,39 do 1,47, a w 2015 roku przekroczył poziom 1,5 dziecka na kobietę – najwyższy wskaźnik od 33 lat. 56 noworodków na 1000 kobiet – ostatni raz taki wynik zanotowano w 1982 roku. W ten sposób Niemcy nazywane przez lata „krajem bez dzieci” zaczynają powoli odjeżdżać południu Europy – Hiszpanii, Włochom czy Grecji, nie wspominając już o Polsce.

fertilitat_deutschland_2009fertilitat_deutschland_2011-13

Po lewej mapa z 2009 roku, po prawej – z okresu 2011-2013, nowszych danych w formacie graficznym niestety brak (polecam otworzyć obrazki w nowych kartach i się między nimi przełączać). Ale już można zaobserwować tendencję, która obecnie coraz bardziej się uwidacznia. Szczególnie widoczne są zmiany w Turyngii.

Oczywiście jednym z kluczowych czynników wzrostu dzietności w Niemczech jest imigracja. Najwięcej dzieci rodzą kobiety o imigranckich korzeniach, przeważnie z Bałkanów – w okresie 2014-2015 współczynnik dzietności w tej grupie wzrósł z 1,86 do 1,95, tymczasem gdy dla kobiet z niemieckim obywatelstwem liczby te prawie się nie zmieniły wzrastając jedynie o 0,01 z 1,42 do 1,43. Niemniej jednak istniejący trend nie można wytłumaczyć jedynie samą imigracją. Na przykład Saksonia od 2007 roku jest najbardziej płodnym niemieckim landem, mimo, że jest to region o najniższej populacji migrantów.

Martin Bujard z Federalnego Instytutu Badań nad Populacją uważa, że najważniejszą rolę w odwróceniu trendu miała reforma systemu opieki nad dziećmi do lat 3. „Potrojenie liczby ośrodków opieki nad dziećmi w ciągu ostatnich 15 lat odegrało kluczową rolę umożliwiając kobietom łączenie pracy i rodziny, zwłaszcza na byłym zachodzie. To właśnie to spowodowało, że współczynniki płodności zaczęły rosnąć nawet jeśli pominiemy czynnik imigracji”.

vlgsa4q

Współczynnik dzietności w Europie w roku 2012

Na razie nie wiadomo jakie efekty ma przynieść kosztujący ponad 20 mld złotych rocznie program 500+. Nie wiem też, kto zajmował się jego opracowywaniem i jak prezentowały się rezultaty symulacji jego wdrążenia. Generalnie rzecz biorąc liczba urodzeń w Polsce powolutku wzrasta już od 2014 roku, program 500+ z pewnością ten trend umocni, pytanie tylko w jak dużym stopniu? Jak pokazuje praktyka z innych krajów Europy, zasiłki pieniężne i ulgi podatkowe są w stanie zmotywować do posiadania dzieci przeważnie rodziny imigranckie i tzw. doły społeczne. Perspektywa niekiedy nawet trzyletniego wypadnięcia z życia zawodowego w zamian za 500 złotych czy 200 euro miesięcznie w przypadku przeciętnej rodziny z klasy średniej nie jest aż tak kusząca. Zamiast ograniczać się wypłacaniem comiesięcznego zasiłku, państwo powinno tworzyć warunki dla tych, którzy i owszem chcieliby mieć dzieci, ale których zniechęcają wiążące się z tym trudności i ograniczenia.

wpolczynnik_dzietnosci2013

I na koniec jak to wygląda w pięknym nadwiślańskim kraju. Dolny Dolny Śląsk i Opolszczyzna niedługo będą stały puste

20 mld złotych to kwota pozwalająca na wybudowanie spokojnie ponad 1000 przedszkoli i żłobków wraz z kosztami utrzymania. W przypadku gdyby w Polsce zamiast rozdawania pieniędzy postawiono na masową na wzór Orlików budowę ogólnodostępnych ośrodków przedszkolnych, myślę, że w perspektywie 4-5 lat pozwoliłoby to na luzie zwiększyć współczynnik dzietności do poziomu 1,6-1,7 dziecka na kobietę, nie kusząc nikogo pieniędzmi, a jedynie wspierając i tworząc przyjazne warunki dla tych, którzy i tak chcą mieć dzieci. Jest to ten poziom, który może być osiągnięty dzięki rozsądnym i przemyślanym działaniom państwa. Dalszy wzrost do poziomu Francji czy Wielkiej Brytanii, czyli poziomu zapewniającemu zastępowalność pokoleń jest już kwestią zmian w samej kulturze. Żadne komisje rządowe i grupy eksperckie nie mają tu zbyt wiele do powiedzenia.

Podziel się: