Prusy z okna rosyjskiego pociągu

W roku 1862 Petersburg został połączony koleją żelazną z pruskim miastem Eydtkuhnen. W tym samym roku w Rosji zliberalizowane zostały zasady wyjazdu za granicę. Tysiące Rosjan ruszyło do Europy i pozostawiło zapiski o przekroczeniu pruskiej granicy. Niemcy wydawały im się „miejscem dla życia człowieka”, zaś Rosja, przeciwnie, – „miejscem ponurym i bezprawnym”.

Dla większości rosyjskich podróżników, którzy wyjeżdżali za granicę koleją, znajomość z Europą zaczynała się od Prus Wschodnich. Pierwsze wrażenia z okna wagonu pociągu kurierskiego, najbardziej pamiętne i ciekawe, odzwierciedlone zostały w licznych dziennikach i pamiętnikach Rosjan, wśród których sporo było działaczy państwowych, dyplomatów, uczonych, pisarzy i rewolucjonistów.

W 1846 roku rozpoczęła się budowa pruskiej Kolei Wschodniej. Budowę głównego odcinka od Berlina do Królewca ukończono w 1853 roku. Podróż z Berlina do Królewca trwała jedynie 13 godzin. Zaś dalsza droga przez Rosję ciągnęła się dniami i tygodniami. Poeta Niekrasow wracając z niemal rocznej podróży po Europie w czerwcu 1857 roku napisał Turgieniewowi jak mu się poszczęściło: „Z Królewca jechałem osiem dni – dlatego nie bardzo się zmęczyłem”.

W 1857 roku Rosja zawarła z Prusami „Konwencję o połączeniu Kolei Petersbursko-Warszawskiej z Koleją Berlińsko-Królewiecką”. Oba rządy zobowiązywały się zbudować tory do punktu połączenia w Eydtkuhnen, a zakończenie budowy i rozpoczęcie ruchu, które planowano na 1860 rok, miało nastąpić na obu odcinkach jednocześnie. Prusy jako pierwsze wywiązały się z zobowiązań: połączenie między Królewcem i Eydtkuhnen (dziś Cziernyszewskoje) zostało otwarte 4 czerwca 1860 roku. Budowa rosyjskiego odcinka trwała dłużej: linię od Kowna do Wierzbołowa (Wirballen) oddano do użytku w kwietniu 1861 roku. Ale i po tym niedokończony pozostawał jeszcze jeden najtrudniejszy odcinek drogi.

Wreszcie, po oddaniu do użytku w 1862 roku dwóch tuneli pod Wilnem (430 m) i Kownem (1280 m) budowa kolei została ukończona. Od tego czasu z Petersburga pociągiem kurierskim można było dojechać bezpośrednio do Paryża. Jedyna niedogodność polegała na konieczności przesiadki do innego pociągu, ponieważ szerszy rosyjski rozstaw torów nie odpowiadał przyjętemu w Europie standardowi. Z tego też względu tory pruskie zostały przedłużone do Wierzbołowa, a rosyjskie kończyły się na dworcu w Eydtkuhnen, a między nimi kursował „przesiadkowy pociąg graniczny”. Później wagony rosyjskie zaczęto przestawiać na wąskie niemieckie tory bezpośrednio w Wierbołowie wraz ze zmianą rozstawu kół.

Historyk Modestow w swoich memuarach opisał jaki efekt miało na społeczeństwie rosyjskim otwarcie wiosną 1862 roku linii kolejowej do granicy Prus: „Tłumy rosyjskich ludzi każdego stanu i pochodzenia ruszyły do Europy Zachodniej. Jechali starzy i młodzi”. Wraz z otwarciem kolei dokonano liberalizacji reżymu wyjazdu. Jeszcze w 1860 roku poeta Dobrolubow oburzał się na potworne zwlekanie z wydaniem paszportu: „Świnie, ciągali mnie przez cały miesiąc, ledwo wypuścili”. Ale później, według pisarza Boborykina, dla poddanych cara zrobiono ułatwienie: „W latach 1860. za granicę rzucili się wszyscy, którzy tylko mogli. Runęły nikołajewskie porządki, kiedy to paszport kosztował 500 rubli, a i tak, mimo takiego zdzierstwa, mogli was najzwyczajniej w świecie nie wypuścić. Teraz to się zrobiło banalne”.

W ślad za Hercenem, który jeszcze w 1847 roku porównał przekroczenie granicy Prus Wschodnich do zmiany dekoracji w teatrze, rażące przemiany za oknem wagonu podkreślali niemal wszyscy rosyjscy podróżnicy. Sałtykow-Szczedrin w cyklu zapisek podróżnych „Za rubieżom” o wyprawie 1880 roku zaznaczył, że aż do Wierzbołowa „nikomu z nas nie przychodziło do głowy wyglądać przez okna i interesować się jaki z nich otwiera się krajobraz”. „W Eydtkuhnen – pisze autor – obraz się zmienił niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wszyscy natychmiast rzucili się do okien i zaczęli patrzeć”. Fiodor Szalapin, który po raz pierwszy wyjechał za granicę w 1897 roku, pisał po powrocie: „Przekraczając granicę śmiałem się i niemalże płakałem. Zmieniło się od razu wszystko – i kultura, i przyroda”.

Typowe wrażenia wyglądających z okien wagonów rosyjskich podróżników o Prusach Wschodnich udało się w pełni oddać geograf i publicystce N. Jakowlewej w szkice „Po Prusach”:

„Wraz ze zmianą wagonów na niemieckie w Eydtkuhnen zmienia się także charakter podróży: pociąg od razu pojechał znacznie szybciej, i im dalej, tym z coraz większą prędkością. Patrząc na prawo i na lewo, odnoszę wrażenie, że Niemcy nie przypadkiem zyskali reputację solidnych ludzi: u nich wszystko jest masywne, kapitalne, na mocnym fundamencie, wszystko obliczone o ile nie na wieczność, to przynajmniej na solidną długotrwałość. Stacje duże i małe – co do jednej są murowane, z cynkowymi dachami, z metalowymi nasadami na kominach; w ogródkach dębowe ławki, dookoła – żeliwne kratki. Jedziemy niczym przez ogród: wszystko stałe, obliczone i doskonale utrzymane. Rola jakby przesiana przez sito; drzewa owocowe z podpórkami; wszędzie w polach naciągnięte druty; w lasach wyglądających jak parki wytyczone są ścieżki, postawione ławki.

Domy stoją niedużymi grupami, oddzielone jeden od drugiego żywopłotem, pod cieniem jakiegoś stuletniego dęba czy klona, który przekazywany jest z rodu do rodu jak klejnot familijny. Domy trafiają się często piętrowe, o trzech-czterech oknach, nieduże, ale wszystkie kryte dachówką, wszystkie z kwiatami i z dużymi muślinowymi zasłonami nad małym balkonikiem podobnym do karmika. W budowlach dominuje czerwień: czerwone ceramiczne dachy, czerwone ceglane ściany. To ożywia krajobraz: domki jakby kwitną pośród gęstej zieleni ogrodów.

Pociąg mknie i przed oknami wagonów sznurem ciągną się miasteczka, osady, zamki, miasta. Ale miasta też są nie takie jak nasze: u nas przede wszystkim pokazują się kopuły, krzyży, dzwonnicy; u nich – fabryczne kominy, pełne uskoków czerwone i szare ściany, strome ceramiczne dachy, do tego jedna, góra dwie kirchy na całe miasto wznoszą do nieba swoje podobne do wieżyczek dzwonnicy”.

Krytyk muzyczny Stanisławski, który zwiedził Prusy Wschodnie w 1912 roku, wspominał w swoich memuarach: „Pierwsze co rzuca się w oczy po przekroczeniu rosyjsko-niemieckiej granicy to nieprawdopodobnie większy dobrobyt całego niemieckiego kraju i jego ludności. I tak ludność miejska zadziwia wręcz swoim jakże sytym i zadowolonym wyglądem. Robotnicy dzienni, uliczni sprzątacze, tragarze, dokerzy, dorożkarze nie stanowią pod tym względem żadnego wyjątku, wszyscy wyglądają na zdrowych, schludnie ubranych i ochoczo wykonujących swoich obowiązków ludzi”.

Dramaturg Ostrowski jakby podsumował uczucia przeżyte przez wielu jego rodaków, pisząc w swoim dzienniku podróży w 1862 roku: „Pola uprawiane są wspaniale, wszystkie ugnojone, wsie są murowane i zadbane, wszędzie zadowolenie. Mój Boże! Kiedy my się tego doczekamy!”

Specyficzny pogląd na przekroczenie rosyjsko-pruskiej granicy mieli profesjonalni rewolucjoniści, których dokumenty nie zawsze były w porządku. Jeden z organizatorów przemytu nielegalnej literatury Breitfus wspominał o tych czasach: „Warunki były wyjątkowo trudne. Pilne oko rosyjskich żandarmów i pograniczników stawało na wysokości zadania. Przed Eydtkuhnen, już w Stalluponen, a nawet dalej spotkać można było zuchwałych rosyjskich „szpiegów” ubranych po-drogowemu i pilnujących wszystkich Rosjan wracających na ojczyznę”. U innego rewolucjonisty, narodowolca Morozowa, powrót na ojczyznę w 1875 roku wywołał przykre uczucie: „Dziwne miałem wrażenie z Rosji po zagranicy! Wydawało się, że przyjechaliśmy do obozu wojskowego. Wszędzie mundury z jasnymi guzikami. Cały peron otoczony był przez policję”.

Rosyjscy podróżni często porównywali pruską i rosyjską kolej, zawsze na korzyść tej pierwszej. Milioner Kokoriew uważał, że u Niemców „kolej zbudowana jest dla ludzi, a nie dla pustkowi jak u nas”, i dlatego jest ona „prawdziwym ożywieniem dla całych Prus Wschodnich”. „Żadnych wstrząsów, najmniejszego brzęczenia szyb – pisał Kokoriew. – Szyny w miejscach styków są doskonale złączone. Stacje czyste, wszędzie bufety z wyśmienitymi kanapkami. Jazda znacznie szybsza od naszej, żadnego zwlekania na stacjach. Droga jest tak spokojna, że nie czuć żadnego zmęczenia”.

Jeszcze jedno świadectwo kompozytora Czajkowskiego o swojej wyprawie zagranicznej w grudniu 1892 roku: „Nic nie może być gorszego, niż mój przejazd z Petersburgu do Eydtkuhnen. Jechałem w najokropniejszym wagonie. Niewygodnie, brudno, drzwi się nie zamykają, dzwonek ciągle dzwoni, a na domiar złego zepsuł się piec i musieliśmy spać przy 4 czy nawet 3 stopniach!!!  Nie można się też było wykąpać, ponieważ rury się popsuły i woda w nich przemieniła się w lód”. Aż wreszcie granica: „W Eydtkuhnen przesiadłem się do doskonałego ciepłego wagonu. Zatrzymałem się w przednim hotelu w Berlinie”.

Jak zauważył Sałtykow-Szczedrin, wielu rosyjskich podróżnych patrząc na migające za oknem wagonu obrazy zadbanych wsi i miast, zdrowych i zadowolonych z życia obywateli, mądrze zorganizowanego życia nie mogło się pozbyć uczucia „jakiejś niewytłumaczalnej niezręczności”. I choć wielki satyryk podkreślał, że nie uważa „prusackie porządki za doskonałe i pruskiego człowieka za najszczęśliwszego ze śmiertelników”, to jednak przyznawał, że o ile dolą Rosjanina jest niewola i bezprawie, to Niemca – wolność i godność, do tego „po stronie Eydtkuhnen jest jedna ważna przewaga, a mianowicie: powszechne uznanie, że ludziom właściwe jest ludzkie”.

Byłe centrum byłego Eydtkuhnen. Obecne czasy

 (Cytaty: Jurij Kostiaszow, „Prusy Wschodnie z okna wagonu kurierskiego pociągu”, czasopismo „Bałtijskij akcent”, nr.1, 2012)

      Johann-Strauss-II-Egyptian-March
Podziel się: