Prekursor z Londynu

Zły to mesjasz, którego nie poprzedza prekursor. Jako mesjasz południowoamerykańskiej rewolucji, Simon Bolivar był wręcz uosobieniem perfekcji. A i prekursora miał równie wspaniałego. 20 sierpnia 1785 roku londyńska gazeta „Political Herald” pisała:

„Dysponujemy informacją, iż w Londynie przebywa obecnie z wizytą cieszący się niezwykłym zaufaniem swoich rodaków ważny Hiszpano-amerykanin, który zamierza zdobyć sławę wyzwoliciela ojczystej ziemi. Jest to człowiek o wzniosłych ideach i głębokiej wiedzy, mówiący w starożytnych i współczesnych językach, oczytany i posiadający bogate życiowe doświadczenie (…) Ów gentelman po przejechaniu wszystkich prowincji Ameryki Północnej, przybył do Anglii, którą uważa za ojczyznę wolności i szkołę nauk politycznych (…) Pochylamy się przed jego zdolnościami, podziwiamy jego zasługi i po przyjacielsku życzymy mu powodzenia w tej najszlachetniejszej ze spraw, dla których tylko może poświęcać się człowiek, – uszczęśliwić miliony swych rodaków darem wolności.”

Nazywał się ów poświęcający się dla uszczęśliwienia milionów rodaków gentleman Francisco de Miranda.

Narodziny prekursora

Sebastian Francisco de Miranda y Rodriguez urodził się w Caracas w 1750 roku. Jego ojciec, człowiek o bardzo ciemnej karnacji i nie do końca jasnym rodowodzie, pochodził z wysp Kanaryjskich, matka zaś była miejscową Kreolką. Ojciec handlował kakao, kawą i innymi towarami kolonialnymi, radząc na tyle dobrze, że potrafił za pieniądze uzyskać w Madrycie stopień kapitana umożliwiający nabycie szlachectwa. Miejscowi arystokraci protestowali w Madrycie przeciwko zasileniu ich szeregów przez człowieka uważanego przez nich za Mulata. Jednak pieniądze znów pomogły Mirandzie-ojcu, i w roku 1770 król Karol III wydał akt zakazujący dyskusji na temat pochodzenia i zasług kapitana Mirandy.

Następnego roku Miranda-syn ukończył uniwersytet w Caracas i wyruszył do Hiszpanii. Tam on, z kolei, sprawił sobie patent kapitana (za 84 tysiące peso). Po czym z reszty pieniędzy kupił u królewskiego archiwariusza genealogię świadczącą, że de Miranda to starożytny i sławny ród, z którego wywodzą się liczni zasłużeni dla królestwa rycerzy, bohaterzy i święci. Od tego momentu Miranda zaczął używać tytułu hrabiowskiego wraz z herbem przedstawiającym półnagie popiersia chrześcijańskich dziewic uratowanych z mauretańskiej niewoli przez któregoś z jego przodków.

Tu akurat nadarzyła się wojna z Marokiem, i nasz bohater w składzie hiszpańskiej armii wyjechał do Afryki. Przez następne dwa lata wałczył on z Marokańczykami, a w drodze powrotnej odwiedził Gibraltar. Angielski gubernator Gibraltaru major Boyd przywitał gościa bardzo ciepło. W jego rezydencji Miranda spotkał się z Johnem Turnbullem, negocjantem i jednym z największych przemytników na Karaibach. Oni razem świętowali nadejście nowego 1776 roku. Turnbull skrytykował hiszpańską politykę w koloniach podkreślając, że Anglicy martwią się o ich los, zaprosił Mirandę do Londynu i zapewnił go, że tam oddycha się wolniej, niż w Madrycie.

Takie spotkania rzadko bywają przypadkowe. Turnbull był zaufanym partnerem biznesowym Mirandy-ojca.

Prekursor idzie w świat

Tymczasem wybuchła wojna o niepodległość angielskich kolonii w Ameryce Północnej finansowana w dużej mierze przez Francuzów. Hiszpania będąca wówczas sojusznikiem Francji również wysłała do wsparcia powstańców korpus ekspedycyjny (około 8 tysięcy ludzi). W składzie tego korpusu był też Francisco de Miranda. Został on sekretarzem generała Cajigala, gubernatora Kuby i swojego protektora.

Korespondencja z Hiszpanią, w tym tajne doniesienia wicekrólów i gubernatorów o sytuacji w koloniach, szła przez Kubę. Stanowisko sekretarza kubańskiego gubernatora było dla Mirandy informacyjnym skarbem.

W 1781 roku desant pod dowództwem Cajigala brał udział w szturmie angielskiej twierdzy Pensacola we Florydzie. Po tej operacji Miranda dostał od Cajigala stopień podpułkownika i skierowanie na Jamajkę w celu przeprowadzenia wymiany jeńców. Wymiana okazała się na tyle udana, że przeciwko Mirandzie wszczęto śledztwo. Pojawiły się zarzuty przemytu i przekazania planów hawańskiej twierdzy Anglikom.

Pod koniec 1783 roku za szpiegostwo na rzecz Wielkiej Brytanii Miranda został zaocznie skazany na dziesięć lat katorgi.

On sam tymczasem już dawno opuścił Kubę i na szalupie amerykańskich przemytników dotarł do Stanów Zjednoczonych. Bohater zdobycia Pensacoli otrzymał tam gorące powitanie. Miranda spotykał się z Washingtonem, Jeffersonem, Adamsem, jednym słowem ze wszystkimi, z kim miało sens się w tym kraju spotykać. Kilka lat później Miranda pisał:

„W 1784 roku w Nowym Jorku powstał współczesny plan zdobycia niepodległości i wolności dla całego hiszpano-amerykańskiego kontynentu z pomocą Anglii, która tym bardziej jest tym zainteresowana, gdyż Hiszpania jako pierwsza podała przykład, udzielając wsparcia angielskim koloniom w ich walce o niepodległość”.

1 lutego 1785 roku Miranda zameldował się w Londynie. Stary znajomy Turnbull zapoznał go z mnóstwem wpływowych ludzi. Po kilku miesiącach spędzonych na wyspie Miranda wyruszył w czteroletnią podróż po Europie. W Prusach obserwował on ćwiczenia wojskowe, we Włoszech udawał amerykańskiego pułkownika i szukał spotkania z jezuitami, w Turcji sprawił sobie nowy paszport u austriackiego dyplomaty.

W Rosji Miranda spędził prawie rok. On nie tylko jeździł w jednej karecie z księciem Potiomkinem, ale też dostąpił zaszczytu kilku przyjęć u Katarzyny Wielkiej. W Rosji szlachetny don nosił mundur hiszpańskiego pułkownika. Hiszpański ambasador zasypał rząd rosyjski notami protestacyjnymi, podkreślając, że Miranda to żaden pułkownik i hrabia, tylko zdegradowany kapitan i zbiegły katorżnik. Katarzyna naprawiła tę niezręczność w sposób iście królewski nadając Mirandzie stopień pułkownika Jekaterynosławskiego pułku kirasjerów.

Później były Szwecja (gdzie Mirandę inwigilowano jako rosyjskiego szpiega), Dania, Holandia, Szwajcaria. Swoje tournée nasz bohater zakończył we Francji, gdzie przybył z paszportem na nazwisko inflanckiego szlachcica Mierowa. W Paryżu skończyły mu się pieniądze, a ich pozyskanie w mieście coraz bardziej pogrążającym się w rewolucji, nie było takie łatwe.

W 1789 roku Miranda wrócił do Londynu.

Prekursor na wyspach

Do pierwszego spotkania Mirandy z premierem Wielkiej Brytanii Williamem Pittem doszło 14 lutego 1790 roku. Trwało ono około trzech godzin. Później było jeszcze wiele takich spotkań.

Miranda przekazał Pittowi projekt konstytucji państwa, które on zamierzał utworzyć w Ameryce Południowej. Miało ono nazywać się Wielka Kolumbia i obejmować obszar od Meksyku po Argentynę. Głową państwa miał zostać monarcha z tytułem inka. Władza ustawodawcza byłaby sprawowana przez dwuizbowy parlament. W izbie wyższej zasiadaliby lordowie kacykowie, mianowani dożywotnie przez inkę, niższą zaś wybieraliby mieszkańcy.

Miranda przedstawił Pittowi również projekt traktatu o przymierzu między Wielką Kolumbią a Wielką Brytanią. A do tego szczegółowe notatki o antyhiszpańskich buntach w koloniach, o składzie etnicznym ludności, o stanie hiszpańskich wojsk kolonialnych i sytuacji gospodarczej w regionie. Miranda stworzył nawet listę wygnanych z hiszpańskich kolonii jezuitów gotowych wziąć udział w walce z Hiszpanią.

Konieczne wsparcie ze strony Anglików szacował on na 15 okrętów liniowych i 12-15 tysięcy żołnierzy.

Jednak na tym etapie kariery dostał on jedynie rentę od brytyjskiego rządu w wysokości 300 funtów rocznie. Była to prawdopodobnie standardowa kwota przydzielana przez Brytyjczyków na południowoamerykańskich rewolucjonistów. Na przykład, w Londynie w głębokiej konspiracji mieszkał były jezuita Juan Pablo Viscardo. On też dostawał 300 funtów. Ów Viscardo napisał w Londynie „Listy do amerykańskich Hiszpanów”, materiał o potężnej sile propagandowej. Jednak czasy, w których powstańcy zaczną wieszać „Listy” Viscardo na drzwiach kościołów wówczas jeszcze nie nadeszły.

Mirandzie już się zaczynało nudzić w Londynie. Wtedy, w samą porę, na scenę wkroczył Talleyrand, dyplomata rewolucyjnej Francji. Francuzi mieli własne plany dotyczące hiszpańskich kolonii, więc Miranda mógł im się przydać. Talleyrand zaprosił go do Francji. 23 marca 1792 roku Miranda przybył do Paryża.

Ciąg dalszy nastąpi

Podziel się: