Prekursor z Londynu – 2

Prekursor w niewoli

Francuzi snuli śmiałe plany odnośnie hiszpańskich kolonii, które jednak nie miały się ziścić. Miranda zaprzyjaźnił się we Francji z żyrondystami, którzy akurat weszli w skład kolejnego rewolucyjnego rządu. Z miejsca nadano mu stopień generalski, ale z pomysłu wysłania go na Santa Domingo wyszły nici. Zamiast Karaibów Miranda znalazł się na czele armii francuskiej przy belgijskiej granicy. Walczył on z różnym powodzeniem. Najpierw zdobył Antwerpię, później nie zdążył zająć Maastricht, aż w końcu został rozbity przez Austriaków pod Neerwinden.

Wezwano go do Paryża w celu złożenia wyjaśnień i aresztowano. Trybunał, przed którym stanął Miranda, całkowicie go uniewinnił. 16 maja 1793 roku posiedzenie sądowe zakończyło się tym, że oskarżonemu założyli na głowę wieniec laurowy i skandując „Niech żyję Miranda, niech żyję Republika!” wynieśli go na rękach z sali sądowej. Były to czasy, kiedy przy władzy byli jego przyjaciele żyrondyści.

Jednak 31 maja żyrondystów spotkało wiadome nieszczęście – zostali oni obaleni przez jakobinów. Mer Paryża Petion, przyjaciel Mirandy, próbował ukryć się w lesie, gdzie zagryzły go wilki. Reszta przywódców żyrondy została stracona przez jakobinów. Później oni zaczęli eksterminować się nawzajem. Aż wreszcie też zostali obaleni.

A Miranda? Został on powtórnie aresztowany i spędził w więzieniu 19 miesięcy. Po czym wyszedł na wolność, i na przemian raz pojawiał się w najlepszych paryskich salonach, na przykład u madame de Stael, raz przechodził na nielegalną stopę, w zależności od tego kto akurat sprawował we Francji władzę. I tak przez kilka lat.

W październiku 1797 roku światło dzienne ujrzał dziwny dokument, w którym niejaka „Junta deputowanych miast i prowincji Ameryki Południowej” mianowała Francisco de Mirandę swoim pełnomocnym przedstawicielem z prawem zawarcia sojuszy wojskowych, kierowania operacjami, pozyskania pożyczek i kupowania broni.

O ludziach stojących za stworzeniem junty nie ma prawie żadnych informacji. Do tego stopnia, że nie da się stwierdzić, czy oni rzeczywiście istnieli. Szereg historyków uważa, że Miranda sam stworzył ten dokument. Tydzień po jego pojawieniu się Miranda pod kolejnym zmyślonym nazwiskiem po raz kolejny wyjechał do Londynu.

Prekursor i przyjaciele

W Anglii Miranda został ciepło przyjęty przez starych przyjaciół – Turnbulla, Pitta i innych. Pojawili się też nowi. Londyn był pełen rewolucyjnie nastawionych Latynoamerykanów. Niektórzy z nich mieli wkrótce zostać apostołami niepodległości. Szczególnie częstym gościem w domu Mirandy był Bernardo O’Higgins (późniejszy bohater narodowy Chile i prezydent od razu kilku państw).

Miranda rozwinął burzliwą działalność. Założył on Wielką Amerykańską Lożę. Jego emisariusze instalowali loże córki, gdzie prowadzili agitację na rzecz niepodległości Ameryki Południowej.

Po objęciu władzy przez Napoleona Miranda zamierzał znów coś przedsięwziąć we Francji. Jednak kilka miesięcy po przyjeździe został aresztowany jako angielski szpieg i deportowany z powrotem na wyspy.

W 1802 roku Francisco de Miranda poznał 25 lat młodszą od siebie Sarah Andrews. Wiadomo, że była to śliczna dziewczyna o pochodzeniu żydowskim. Miranda nigdy się z nią nie ożenił, aczkolwiek dwójka ich synów były jedynymi dziećmi, których on oficjalnie uznawał za swoje. Sarah Andrews została gospodynią w domu Mirandy przy Grafton Street.

W 1806 roku Miranda przyjechał do Stanów Zjednoczonych, będących na krawędzi wojny z Hiszpanią i przy wsparciu swoich starych przyjaciół rozpoczął werbunek ochotników do Południowoamerykańskiego pochodu wyzwoleńczego. Po zwerbowaniu około 200 ludzi, głównie Anglików i Amerykanów, on na trzech statkach zbliżył się do wybrzeży Wenezueli, ale nie zdążył wylądować – Hiszpanie go odgonili.

Druga próba była bardziej skuteczna. Tym razem desant wyzwoleńczy eskortowany był przez angielską flotę. Miranda wylądował w małym miasteczku Coro opuszczonym przez mieszkańców na widok angielskich okrętów, i wywiesił tam flagi, które wcześniej na tę okazję zaprojektował (obecnie jest to flaga narodowa Wenezueli). Miranda wyruszył w głąb lądu i zdobył kolejne miasteczko. Znowu puste – mieszkańcy i tym razem uciekli.

Nikt nie wyrażał gotowości powstania przeciwko Hiszpanom. Oddział ochotników załadował się na swoje statki i wyszedł w morze. Miranda wrócił do Anglii.

Wydarzenia te uznawane są za początek wojny o niepodległość Ameryki Południowej. Po nich rząd angielski zwiększył rentę Mirandy do 700 funtów rocznie.

Prekursor i mesjasz

W kwietniu 1810 roku władzę w Caracas przejęła Wielka Junta, która odsunęła hiszpańskiego gubernatora. Formalnie junta walczyła o prawa prawowitego króla Ferdynanda VII pogwałcone przez Józefa Bonaparte, którego Napoleon uczynił królem Hiszpanii. Ale prasa angielska uznała te wydarzenia za ogłoszenie przez Wenezuelę niepodległości.

W lipcu tegoż roku do Wielkiej Brytanii przybyli przedstawiciele junty na czele z Simonem Bolivarem, wielkim zwolennikiem Mirandy. Na wyspach spędzili oni około stu dni. Miranda ulokował rodaków w swoim domu i wprowadził ich na londyńskie salony (on sam w tym czasie znał już w wyższych sferach wszystkich, od lorda Wellingtona po księcia Gloucestera, brata króla).

Do Wenezueli wracali oni różnymi statkami. Najpierw Bolivar, później Miranda.

11 grudnia 1810 roku Miranda wrócił do kraju, który opuścił czterdzieści lat temu. Do Caracas wjechał on na białym koniu, w mundurze francuskiego rewolucyjnego generała. Miranda z marszu włączył się do miejscowej polityki stając na czele tych, którzy żądali pełnej niepodległości.

W czerwcu 1811 roku pewien amerykański agent w doniesieniu do sekretarza stanu USA nakreślił sytuację w Caracas słowami, które mogłyby zilustrować niemal każdą rewolucję:

„Panuje tu niegospodarność funduszy państwowych, brakuje talentów państwotwórczych, kwitnie intryga, głupota goni głupotę, kraj szybko stacza się w nędzę i anarchię. To wszystko najprawdopodobniej skończy się tym, że władza okaże się w rękach Mirandy”.

Władza okazała się w rękach Mirandy 18 maja następnego roku. W międzyczasie rewolucjoniści zdążyli przyjąć Deklarację niepodległości i konstytucję, a w kraju doszło do potężnego trzęsienia ziemi i wybuchła wojna domowa. Miejscowi rojaliści kontrolowali północ kraju, a republikanie – jego centrum. W tym czasie na wyspach Antylskich przypadkiem przebywał kapitan fregata Domingo Monteverde, oddany zwolennik króla. Dowiedziawszy się o sytuacji w Wenezueli, postanowił on przyjść rojalistom z pomocą. Po wylądowaniu na wybrzeżu i uzyskaniu minimalnego wsparcia od lokalnej władzy, Monteverde wyruszył na południe zdobywając jedno miasto za drugim. Jego oddział liczący początkowo jedynie trzystu ochotników, szybko się rozrastał za sprawą lokalnych mieszkańców i osiągnął 2000 osób.

Właśnie wtedy Miranda został mianowany naczelnym wodzem i dyktatorem Wenezueli.

Miranda posiadał znacznie większe siły i w bezpośrednich starciach za każdym razem odrzucał Monteverde, podejmującego desperackie próby ataków na jego pozycje. Wreszcie w dyspozycji Monteverde pozostało jedynie 500 zdolnych do walki żołnierzy, a jego sytuacja wyglądała beznadziejnie. Lecz wtedy stało się coś niespodziewanego.

W twierdzy San Felipe, górującej na miastem Puerto Cabello, republikanie przetrzymywali kilkaset hiszpańskich jeńców wojennych. Komendantem tej twierdzy był Simon Bolivar. 30 czerwca hiszpańscy jeńcy wszczęli bunt, rozbroili strażników i zajęli twierdzę wraz z jej bogatym arsenałem. Próby odbicia twierdzy przez Bolivara skończyły się niepowodzeniem. To momentalnie zmieniło rozkład sił na korzyść Monteverde. Zdobycie Puerto Cabello było niemożliwe. Rozumiał to Miranda. Co więcej, rozumieli to nawet szeregowi, i w jego armii rozpoczęła się dezercja.

Miranda rozpoczął rokowania o kapitulacji. Trwały one do 25 lipca. Monteverde obiecał przywódcom republikańskim amnestię i wolność wyjazdu z kraju. To było jedyne, co udało mu się osiągnąć. Następnie Miranda zrzekł się pełnomocnictw i 20 lipca przybył do portu La Guaira, gdzie załadował swoje archiwum na brytyjski okręt „Szafir”.

Jednak on sam nie zdążył wejść na pokład. W porcie pojawił się Bolivar z grupą oficerów i aresztował Mirandę, oskarżając go o zdradę. Tego samego dnia La Guaira została zdobyta przez żołnierzy Monteverde. Mirandę zakuli oni w kajdany.

Kilka dni później w Caracas Monteverde, osobiście wręczając Bolivarowi paszport, wyraził mu wdzięczność „za okazaną królowi przysługę w złapaniu Mirandy”.

Powrót prekursora

Bolivar następnie stworzył Drugą Republikę Wenezuelską, również rozbitą przez Hiszpanów, a potem jeszcze jedną, tym razem bardziej żywotną.

Miranda został wywieziony do Hiszpanii, gdzie przebywał w więzieniu La Carraca. Piter Turnbull, syn Johna Turnbulla, nawiązał z nim kontakt i utworzył kanał do przekazania mu pieniędzy do przekupienia strażników. Miranda przygotowywał ucieczkę, lecz 25 marca 1816 roku doszło u niego do wylewu krwi do mózgu, więc plan porzucono. 14 lipca Francisco de Miranda zmarł.

Sarah Andrews przeżyła go o 40 lat. Przez cały ten czas była ona gospodynią w domu Mirandy przy Grafton Street, 27, gdzie ulokowała się wenezuelska misja dyplomatyczna.

Obaj ich synowie przeprowadzili się do Wenezueli. Starszy, Leander, zajmował stanowisko dyrektora Banku Anglii w Caracas i zmarł w 1883 roku w poczciwym wieku 80 lat. Młodszy, Francisco, wybrał karierę wojskowego, był wenezuelskim oficerem i został rozstrzelany w 1831 roku za udział w próbie zamachu stanu.

W 1922 roku w rezydencji lorda Bathursta odkryto archiwum Mirandy liczące 63 tomy.

 

Podziel się: