Postprusy 3. Umierające osiedle nie chce umierać

Jeden z najbardziej zapadłych kątów obwodu Kaliningradzkiego. Kilka kilometrów od granicy z Litwą. Zdala od głównych dróg i szlaków turystycznych leży omijane przez wszystkich osiedle Jasnoje, byłe niemieckie miasto Kaukehmen.

Natomiast dla mnie był to niemalże główny punkt podróży. Tu zachowała się architektura starego pruskiego miasteczka, nietknięte rekonstrukcją domy. Zbierając się do Jasnego, spodziewałem się ujrzeć prawdziwą apokalipsę: jedyny znaleziony w internecie artykuł opowiadał o kompletnej ruinie i ludności składającej się z samej żulerii.

Oto co zobaczyłem w rzeczywistości.

1. Opuszczone, ale wciąż solidne mury kościoła. Wybrukowany duży plac z elegancką latarnią na środku, w połowie której mieścił się kiedyś zegar. Siedemdziesiąt lat temu skończyła się trwająca ponad czterysta historia miasta Kaukehmen. Mimo swojej małej skali, było to prawdziwe miasto posiadające przywilej targowy i rynek, na którym te targi się odbywały i na którym teraz jesteśmy.

2. 20 stycznia 1945 roku miasto zostało zdobyte siłami 182. dywizji piechoty 1. Frontu Białoruskiego. Zdobyte praktycznie bez walk, bez oblężenia, dlatego nie uległo poważnym zniszczeniom: zarys przedwojennego Kaukehmen wciąż jest czytelny. Ten memoriał poległym wówczas radzieckim żołnierzom postawiono prosto w dawnym miejskim skwerze.

3. Kiedy robiłem zdjęcia pomnika, zauważyła mnie przez okno kobieta z domu kultury naprzeciwko. Wyszła do mnie, zapytała skąd jestem i zaproponowała zapoznać mnie z miejscowym krajoznawcą Władimirem, który prowadzi lokalną grupę na Odnosklassnikach.

4. Władimira nie było akurat w osiedlu, więc Tamara (tak ma na imię pracownica domu kultury) zaproponowała, że sama zrobi nam wycieczkę. Zobaczyliśmy jej klub. Pomieszczenie niedawno przeszło remont, w budżecie rejonu znalazły się pieniądze. Ale na meble już nie starczyło, one są stare, radzieckie. Sala filmowa jest po prostu ogromna, tu odbywają się też dyskoteki. Rzutnika na razie nie ma, ale w planach miejscowych aktywistów jest zrobienie tu kina. W Kaukehmen ono kiedyś istniało.

5. Do Jasnego przyjechałem spontanicznie, nie wiedziałem, że tu istnieje jakakolwiek aktywność. Tymczasem okazało się, że życie społeczne ma się tu całkiem dobrze. Mieszkańcy akurat przygotowywali się do Maslenicy, którą obchodzono następnego dnia, kiedy już musiałem wracać do Moskwy. Spóźniłem o jakieś parę godzin – tego samego ranka robiono próby, zaprzężonym wozem przewożono kukłę zimy.

6. Po obejrzeniu klubu poszliśmy zwiedzać osiedle, a ja tymczasem opowiem wam krótko jego historię. Przepraszam za Wikipedię, ale przepisywanie jej innymi słowami jest po prostu głupie.

Pierwsza wzmianka o osadzie Kaukehmen pochodzi z 1532 roku – książę Albrecht przyznał Jakobowi Bornowi karczmę w Kaukehmen. W 1549 wzniesiono pierwszy drewniany kościół. W 1706 zbudowano murowany kościół, w którym w roku 1722 pojawił się organ. Pierwotnie kościół nie posiadał dzwonnicy. Dobudowano ją w 1884. W roku 1661 Kaukehmen uzyskał status miasta wraz z prawem jarmarcznym. Miasto wchodziło w skład Prus, później Niemiec. W czasie wojny siedmioletniej w latach 1758-1762 znajdowało pod okupacją rosyjską.

Na początku XX wieku Kaukehmen był największą miejscowością okręgu Elchniederung. W 1905 roku zbudowano tu gazownię. W latach 1904-1905 przez Kaukehmen przeprowadzono kolej wąskotorową rozebraną po Drugiej Wojnie Światowej. Po Pierwszej Wojnie Światowej miasto zostało zelektryfikowane. Oświetlenie uliczne regulowane było za pomocą detektora światła. W roku 1938 nazwa Kaukehmen została zmieniona na Kuckerneese. W 1939 roku liczyło ono 4510 mieszkańców, przy czym dużą ich część stanowili etniczni Litwini.

7. W kościele dziś nie ma śladu po organie, właściwie to po niczym nie ma śladu. W czasach radzieckich tu tradycyjnie mieściła się obora. Krów zresztą też nie zostało. Bardzo chciałem wejść na dzwonnicę, ale i schody też rozebrano.

8. Ale progres nie stoi w miejscu. Całkiem niedawno, w styczniu 2015 roku, miejscowy oddział Rosyjskiej Partii Komunistycznej przywiózł do wsi Jasnoje nowy, złoty pomnik Władimira Iljicza Lenina. Postawiono go zamiast popiersia, które stało tam przez ostatnie siedemdziesiąt lat.

9. Kilka kroków od złotego Lenina rozpościera się taki widok. Domy cisną się obok siebie, ale między nimi są duże prześwity. Kiedyś ulica ta miała kompletną pierzeję.

10. Dom po prawej ze zdjęcia się zachował. Wciąż widać dawny blask, mimo że zawaliła się kopuła, ściany nie malowano od dziesięcioleci, a sam dom jest opuszczony. W miejscu innych domów z obrazka stoi teraz pomnik Lenina.

11. Widok od strony podwórka. W tym momencie dochodzimy do wniosku, że budynek nie jest do końca opuszczony. Przynajmniej jedno mieszkanie wciąż ma lokatorów, stoją tam nawet nowiutkie okna PCV.

12. Wszędzie są ślady przeszłości: nikt ich nie sprzątał, wszystko pozostało takie same jak sprzed 70 laty. Po co na przykład ten kij? Koni przywiązywać?

13. Łącznie w Jasnem zachowało się kilkanaście poniemieckich kamienic. O elewacje od dawna już nikt nie dba, i po latach zaczęły prześwitywać stare napisy na ścianach.

14. Gdyby te domy odrestaurować, mogłoby wyjść fajne turystyczne miasteczko z klimatem starych Prus, nieistniejącej dziś krainy.

15. Budynki mają ponad sto lat, z których ostatnie siedemdziesiąt przebywają w nienajlepszym stanie, ale i tak wyglądają solidnie, nie pokrzywiły się. Dlaczego więc tyle kamienic w Jasnem zostało zburzonych? Po wojnie przesiedlano tu głównie ludzi z wiejskich obszarów środkowej Rosji, na przykład z obwodów Woroneskiego czy Tambowskiego. Nikt z wieśniaków nie chciał mieszkać w kamienicach. Oni budowali sobie własne domy, a te budynki wciąż stały puste. Bardzo niewielu decydowało się zajmować niemieckie mieszkania. Później ludzie umierali, wyjeżdżali, mieszkania znowu się zwalniały. W porównaniu do 4,5 tysiąca mieszkańców „za Niemca”, liczba ludności zmniejszyła się o dwie trzecie. Dziś w Jasnem mieszka niewiele ponad tysiąc ludzi, z czego w jego historycznej części – jedynie kilkaset.

16. Zajrzyjmy do środka jednej z kamienic. Ona też nie jest kompletnie opuszczona, mieszkają tu dwie rodziny. Na parterze nowożeńcy z dzieckiem. Ich nie było w domu.

17. Na górze nad nimi – emerytka Nina, wraz z mężem i dorosłym synem. Kotek też mieszka z nimi. Oni i młodzi są jedynymi pozostałymi mieszkańcami.

18. Do swojego mieszkania Nina nie zaprosiła, ale pokazała puste sąsiedzkie. Mieszkała tu jej przyjaciółka, która niedawno zmarła. Jej dzieci nie chciały zostawać w osiedlu i od tej pory mieszkanie stoi puste. Większość mieszkań ma podobną historię. Przy czym we wszystkich zameldowani są ludzie, i to sporo. By w razie czego – gdyby kamienica poszła pod kilof – dostać od państwa zamienne mieszkanie.

19. Uroczy widok z okna. Trudno sobie nawet wyobrazić jak tę podwórko wyglądało w dawnych czasach.

20.

21. Na jednej z niemieckich stron znalazłem listę wszystkich mieszkańców miasta z 1945 roku, wraz z nazwiskami, adresami, mieszkaniami. Niestety nie udało mi się znaleźć starej mapy i zestawić niemieckie nazwy ze współczesnymi. Choć we współczesnym Jasnem ulice, zdaje się, w ogóle nie mają żadnych nazw – online mapy nie dysponują toponimiką.

22.

23. Resztki byłej rozkoszy.

24. Jednak mimo wszystko coś tutaj nie gra. W prawie opuszczonym osiedlu jest zadziwiająco dużo dzieci. To pierwsze co rzuca się w oczy. Przecież skoro ludzie stąd wyjeżdżają, uciekają – nikt w zdrowych zmysłach nie będzie w takiej głuszy rodził dzieci. Do tego nie jest to lato by wysyłać dzieci do dziadków.

25. W Jasnem jest szkoła, wszystkie jedenaście klas.

26. Do tego dziecięca i dorosła biblioteki. Druga była zamknięta, ale mieszkańcy mówią, że jest tam niemalże centrum multimedialne.

27. W dziecięcej zaś okazałem się akurat w czasie turnieju warcabowego z okazji Dnia obrońców Ojczyzny.

28. Jest nawet kawiarnia Daria. Czynna tylko w weekendy: na więcej miejscowi nie mają pieniędzy.

29. Jasnoje żyje nędznie i zdecydowanie kiepsko. Budynki, które mogłyby być pomnikami epoki coraz bardziej niszczeją. A przecież to miasteczko jest, bez żartów, jednym z najlepiej zachowanych w całych kaliningradzkich Prusach. Tutaj nie ma późnoradzieckich blokowisk, całe miasto jest historyczne. Mieszkańcy nie mogą o nie należycie zadbać, władze nie mają chęci, ani pieniędzy. Wieczne błędne koło.

Ale umierające osiedle nie chce umierać. Zobaczyłem to w oczach mieszkańców. W słowach dzieci wołających mnie grać z nimi piłkę. W historii emerytki Niny, która mieszka w rozpadającej się ruderze, ale nie wyjedzie z niej, nawet jeśli jej zaproponują nowe mieszkanie w Kaliningradzie. I w ambitnych planach dyrektorki klubu Tamary, która na pewno zrobi w osiedlu kino.

via

Podziel się: