Postprusy 1. Wyprodukowano w Niemczech. Istnieje w Rosji

W nawiązaniu do niedawnego artykułu o XIX-wiecznych Prusach Wschodnich oczami pierwszych rosyjskich podróżnych i ich zachwytów nad panującym tam ładem i składem, postanowiłem przenieść Państwa przeszło 150 lat do przodu, do czasów nam współczesnych. Znów odwiedzimy Prusy Wschodnie w towarzystwie spisujących swe relacje rosyjskich podróżników i zobaczymy jak zachodzące w międzyczasie zmiany polityczne w regionie odbiły się na jego wyglądzie.

W roku 1947 Sojusznicza Rada Kontroli Niemiec uchwaliła ustawę „O Zniesieniu Państwa Pruskiego” jako nosiciela militaryzmu i reakcji w Niemczech. Ludność ze stanowiącej rdzeń tego państwa prowincji Prusy Wschodnie została wysiedlona, zaś sama prowincja podzielona pomiędzy Polską a ZSRR. Polska część prowincji, czyli Warmia i Mazury, są dobrze znane każdemu Polakowi, natomiast tereny leżące dalej na północ od bodaj najbardziej kolonialnej najprostszej granicy w Europie są właściwie terra incognito. Typowa polska podróż do obwodu kaliningradzkiego najczęściej kończy się na najbliższej stacji paliwowej. Rosjanie zresztą też mają generalnie bardzo mgliste pojęcie o tym jak wygląda życie w obwodzie, z racji choćby jego położenia geograficznego.

Między innymi dlatego seria reportaży rosyjskiego blogera Aleksandra Bieleńkiego spotkała się w tamtejszej blogosferze z dużym odzewem. Aleksander w latach 2015-16 odwiedził obwód kaliningradzki i ziemię warmińską dokumentując życie mieszkańców po obu stronach granicy. Komentarze autora skierowane są oczywiście do rosyjskiego odbiorcy, ale postanowiłem w nie nie ingerować, opuszczając jedynie uwagi do stałych czytelników niezwiązane z samym reportażem. Zapraszam.

***

Po kapitulacji Trzeciej Rzeszy tereny te zostały włączone do Związku Radzieckiego. Cała miejscowa ludność niemiecka musiała opuścić swoje domy, a w ich miejsce sprowadzono Rosjan z obwodów centralnych.

W obwodzie Kaliningradzkim niemal każda wieś i ulica mają drugą nazwę. Tak samo region. Podróż przez byłe Prusy Wschodnie, zwłaszcza przez małe miasteczka i wsie, to niezwykle ciekawe przeżycie. Nie wiem jak się stało, że nie byłem tu wcześniej.

Dziś obwód stanowi dziwny mix przedwojennej niemieckiej zabudowy wymieszanej z radziecką. W tym reportażu postarałem się zebrać najbardziej autentyczne miejsca z niemiecką spuścizną. Ostańce.

1. Panuje tu inny klimat. Stąd cieplejsze zimy i zupełny brak śniegu na początku lutego, a piękne świty nie biorą urlopu. Typowa eurozima.

2. Swojego czasu w Prusach bardzo rozwinięte było rolnictwo. Mnóstwo farm i gospodarstw przetrwało do dziś.

3. W całym obwodzie zachowały się też stare wieże transformatorowe.

4. I oczywiście to, z czego słyną kaliningradzkie drogi – bruk! Wciąż się trzyma mimo swoich lat. Przejazd nim współczesnym samochodem może nie należy do najprzyjemniejszych, ale w przeciwieństwie do naszego asfaltu on się nie rozpada i nie wymaga corocznej naprawy.

5. W jakich jeszcze kołchozach, powiedzcie mi, była taka architektura? Dawne miasteczko Domnau stało się wsią Domnowo.

6. Z tradycyjnej niemieckiej zwartej zabudowy pozostało niewiele, kilka oddzielnie stojących domków. Ale i one są piękne.

7. Na wzgórzu nad wioską stoi stary kościół.

8. Za czasów komuny tradycyjnie w budynku kościoła mieścił się chlew.

9. A dzisiaj budynek jest opuszczony. Ktoś szukał skarbów, opukiwał ściany.

10. Kilka cudem ocalałych fresków. W nich też ktoś grzebał. Czy znalazł, czy nie – historia milczy.

11. Miasto Friedland miało więcej szczęścia – utrzymało status miasta i za komuny. Co prawdę nazwę zmieniono na Prawdinsk, ale reszta pozostała bez zmian.

12. Małe miasteczka obwodu Kaliningradzkiego przypominają mi Białoruś. Pomalowane na ciepłe kolory zabytkowe domki, urokliwe parki… w innych obwodach „zabytkowe” i „pomalowane” spotyka się częściej. A szarego radzieckiego dziedzictwa pełno jest wszędzie.

13. Ale co przyświecało człowiekowi stawiającemu szare pudło obok zabytkowego kościoła – nie umiem powiedzieć. Nawet mimo, że kościół jest nieczynny, przecież nie można aż tak nie lubić swojego miasta.

14. Gdyby nie anteny satelitarne, spokojnie uszłoby za 1946 rok.

15. Prawdinsk jest bardzo mały, przyjemny i uroczy. Uroczy właśnie w swojej leciwości i pewnym zaniedbaniu.

16. A kiedy zza rogu wyjechał ten rudy Moskwicz, normalnie się zakochałem! Kupiłbym sobie takie autko bez najmniejszego zastanawiania się. Razem z łodzią!

17. Artefakty minionych epok.

18. W Prawdinsku odwiedziłem też rynek, choć turyści tam raczej nie są mile widziani. Jedna ze sprzedawczyń wręcz rzuciła się na mnie i zaczęła domagać się pozwolenia na fotografowanie. Kiedy jej wytłumaczyłem, że według rosyjskiej Konstytucji rynek jest miejscem publicznym i nie muszę mieć żadnych pozwoleń nawet jeśli fotografuję jej twarz, kobita wreszcie się odczepiła nazywając mnie na koniec niemieckim szpiegiem. Wróg nie przejdzie!

19. Właściwie to wpadłem tu w poszukiwaniu przemyconych europejskich serów, by kupić troszkę parmezanu do domu, ale nic nie było, tylko poszechoński i kostromski marzły samotnie na ladzie.

20. Oczekujący pieseł.

21. Przez cały czas co łaziłem po mieście też czekałem. Aż skończy się msza w kościele i będę mógł poprosić u księdza klucz od schodów na dach. Tak, kościół jak i miasto też miał szczęście, jest czynny, mimo że zmienił konfesję, dziś jest tu prawosławna cerkiew.

22. Warto pamiętać jeśli przypadkiem znajdziecie się w Prawdinsku – po prostu poproście o klucz i wam go dadzą.

23. Z dachu otwierają się cudowne widoki!

24.

25. Kościół w Prawdinsku naprawdę miał szczęście, ponieważ 99% takich budynków w obwodzie jest opuszczonych.

26. Miejscowi mówią, że budynki przekazano RPC – Rosyjskiemu Kościołowi Prawosławnemu.

27. Kolejne autentyczne miasteczko, blisko polskiej granicy. Niegdysiejsze miasto Gerdauen zdegradowane obecnie do stopnia osiedla Żeleznodorożnyj.

28. Dzisiaj nie jest ono w najlepszym stanie, ale kompletnie wykończyć starca jeszcze się nie udało.

29. Wydaje się, że wojna skończyła się tu wczoraj. Miasto budzi się po pierwszej nocy bez bombardowań, ludzie ostrożnie wychylają się zza domów nie wierząc we własne szczęście. Ich życiu już nic nie zagraża.

30. Wiele budynków jest zniszczonych, ale życie idzie do przodu. Miasto się z pewnością odbuduje, będzie jeszcze ładniej niż było! Wojna przecież dopiero co się skończyła.

31. Nie, to było siedemdziesiąt lat temu.

32. Mimo wszystko ulice Gerdauen wciąż są bardzo barwne. Ale nikomu nie wolno podziwiać ich obecny stan. Miasto stanowi część strefy przygranicznej, przemieszczanie się przez którą jest regulowane przez jakiej przeczące Konstytucji akta. U mnie sprawdzono tu dokumenty, ale skończyło się na pouczeniu, a przypadkowy Niemiec czy Polak na pewno zostałby zatrzymany w celu weryfikacji. Zgłosili nas, co ciekawe, sami mieszkańcy, gdy tylko zobaczyli człowieka z kamerą.

33. Ruiny starego zamku i młyn. Wszystko opuszczone.

34. W obwodzie pełno jest malowniczych historycznych ruin. Pewnie wrócę tu jeszcze raz z dronem i latarką.

35. To wszystko nie jest takie jednoznaczne. Jak i wszędzie, wiele zależy od ludzi, którzy tam mieszkają. Przecież te domy są zamieszkane, i podczas gdy niektóre z nich wyglądają tak.

36. To inne – zupełnie inaczej.

37. Natomiast jeśli w ogóle nie chcemy mieć do czynienia z nędzą i rozpaczą – na to też jest rada. Wystarczy ułożyć marszrutę przez inne miasta i nie opuszczać ich ścisłych centrów. Każdy znajdzie coś dla siebie. Tak czy inaczej, uważam, że obwód Kaliningradzki powinien zobaczyć każdy.

via

Podziel się: