Nowy Ruski Rok

Przyjście metodologów, koniec rosyjskiego nacjonalizmu, bunt regionów. Trzy główne trendy rosyjskiej polityki wewnętrznej w 2016 roku.

Główne wydarzenie 2016 roku – dojście do sterów władzy metodologów (autorów m.in. koncepcji „russkiego mira”), drugiej obok specsłużbistów zwartej i dobrze zorganizowanej grupy na szczytach rosyjskiej władzy. Kiedyś w latach 1970. była to półmarginalnya doktryna inteligencji technicznej autorstwa Gieorgija Szczedrowickiego. Władze radzieckie zaczęły aktywnie angażować metodologów do zarządzania na średnim szczeblu (w dużych zakładach, ministerstwach) w pierwszej połowie lat 1980., w czasach rozkwitu liberalnego czekizmu Andropowa. W okresie pieriestrojki metodolodzy utracili swoją pozycję, gdyż pojawił się cały multum alternatywnych praktyk i ideologii. Stąd też ich powrót  do władzy, przede wszystkim do Administracji Prezydenta, to stadialnie nowy 1983 rok.

Kolejny trend ostatniego roku – kontynuacja wypisywania się rosyjskich nacjonalistów z Rosjan. Przeważnie aktywni rosyjscy nacjonaliści odchodzą do islamu, pewna część – do Ukraińców, jeszcze mniejsza – do ogólnoeuropejczyków. Zdaję sobie sprawę, że dla osoby niezaznajomionej z realiami rosyjskiej sceny prawicowej może to zabrzmieć nieco nieadekwatnie, więc jeśli będzie zainteresowanie, to postaram się rozwinąć tę kwestię w oddzielny post. Ale generalnie trend jest logiczny: w Rosji istnieją tylko trzy grupy z solidarnym wsparciem i tradycjami długością 2-4 pokolenia – specsłużby, starzy moskiewscy liberałowie i islam. Lecz pierwsze dwie to grupy zamknięte, przynależność do nich jest obecnie dziedziczona. A najbardziej demokratyczną grupą jest właśnie islam.

Trzeci trend roku – demarche regionów. Ostatni dzwonek ostrzegawczy to oświadczenie prezydenta Tatarstanu o tym, że jest on przeciwny dzieleniu się republikańskim dochodem z Moskwą. Dzwonek, co by nie mówić, naprawdę mocny. Rozpad ZSRR też rozpoczął się z frondy reżymów narodowych. Do tego drugi cichszy dzwonek to kolejny reżym narodowy w Zabajkalu. Obszar ten został ostatecznie porzucony przez Centrum. Od roku trwają tam bunty nie dostających wypłat pracowników budżetówki, dolna władza przeszła de facto do ruchu AUE – wspólnoty kryminalnej.

Kolejny trend, który można na razie nazwać półtrendem, to rozproszenie najwyższej władzy federalnej. Przyjście metodologów Wajno i Kirijenko do Administracji Prezydenta wraz z jednoczesnym zachowaniem statusu ekipy Wołodina. Wołodin wciąż ma dźwignie wpływu na Jedną Rosję i gubernatorów. Metodolodzy – wpływ na media i zasób Administracji Prezydenta. Trzeci, na razie najważniejszy biegun siły – utrzymanie przez Putina wpływów na siłowików. Niby przypomina to system kontroli i równowagi za Jelcyna. Z jednym „ale”. Czy wytrzyma Putin tak skomplikowaną grę skłócenia i pogodzenia podległych mu grup?

Putin jest już właściwie dziadkiem, kończy w tym roku 65 lat – Jelcyn miał tyle w 1997 roku, kiedy to zaczął szybko tracić kontrolę nad dźwigniami sterowania mechanizmem kontroli i równowagi. W Pieriestrojkę taka sama gra zniszczyła Gorbaczowa, kiedy ten próbował skłócać grupy „komunistów-stalinowców” i systemowych liberałów, KGB i MSW, aparat Centrum i regionów, inteligencję i „watników”.

Do tego coraz czarniej wygląda sytuacja ekonomiczna w kraju. Średni paragon mieszkańca Rosji za jeden zakup w sklepie w grudniu 2016 roku wyniósł 591 rubli. W grudniu 2015 roku było to 643 rubli, w grudniu 2014 – 670 rubli.

Tj. z uwzględnieniem inflacji poziom życia w Rosji spadł w międzyczasie o 20-25%. To już nie „zastój”, jak mogło się wcześniej wydawać, tylko permanentny kryzys (trwający już łącznie ponad 8 lat, od 2008 roku). A w Rosji jak to w Rosji – im gorsze jest życie, tym więcej szukania wrogów na Zachodzie i wewnątrz kraju.

Na początku zeszłego roku pewien rosyjski bloger słusznie zauważył, że pensje w Rosji są już na poziomie rozwiniętych krajów Afryki (typu Algierii czy RPA). Oczywiście, że żadnej gospodarki konsumpcyjnej, małych i średnich przedsiębiorstw, klasy średniej, społeczeństwa obywatelskiego (a tym bardziej dążeń do demokratyzacji) przy pensjach rzędu $300-400 być nie może.

(Jeszcze gorzej sprawy mają się na Ukrainie, która jest już blisko zbydlęcenia).

Rosję, w przeciwieństwie do krajów Trzeciego świata, ratuje (przed zbydlęceniem i dalszym popadaniem w nędzę) na razie tylko jedno – europejski typ rodziny: z pracującymi kobietami i małodzietnością, a także radziecka powszechna piśmienność i radziecka znowuż infrastruktura.

Tu już nic się nie da naprawić, Panie, pal!

Ale są też podobieństwa Afryki i Rosji, Ukrainy i prawie wszystkich krajów WNP, czego nie ma w krajach rozwiniętych. To potworna dyferencjacja poziomu życia w finansowych, przemysłowych centrach i peryferii. Na przykład Nigeria, centrum Lagosu jak na Afrykę wygląda bardzo nowocześnie i rozwinięto, dużo drogich aut, szklane biurowce itd., ale jak tylko odjedziesz od Lagosu jakieś 50 km, a tym bardziej 200 km, to zaczyna się Afryka! Często nie ma nawet podstawowej infrastruktury (dróg, kanalizacji, prądu). Podobnie jest w Rosji. Odjedź 50-100 km od Moskwy czy Petersburga, a zaczyna się Rosja. Niby są drogi, kanalizacja i inne cywilizacyjne wynalazki, ale jak się pojeździ po rosyjskiej prowincji, to widać wyraźnie, że w miastach niemilionowych 90-95% całej infrastruktury pochodzi jeszcze z czasów radzieckich i woła o pomstę do nieba.

Jak się przyjrzeć, to niemal wszystkie monomiasta Rosji, Ukrainy czy Kazachstanu nie specjalnie się różnią od Afryki. W Europie czy USA takiej dyferencjacji nie ma. Jeśli weźmiemy Berlin i Magdeburg, Nowy Jork i Nowy Orlean, czy choćby Warszawę i Poznań, możemy oczywiście dostrzec różnice, ale nie będą one tak drastyczne jak w przypadku Moskwy i Tweru, czy w Nigerii Lagosu i Gombe. Pod tym względem Rosja i WNP mają więcej wspólnego z Afryką i słabo rozwiniętą Azją, niż z Europą i USA. Gdy centra finansów i przemysłu jeszcze jako tako wyglądają, a cała peryferia leży i gnije.

I jak zawsze nawet w środowiskach rosyjskiej opozycji brakuje zrozumienia, co jest najważniejszą kwestią w Rosji. Im się wydaje, że zrobisz tak jak w Gruzji przezroczyste komendy policji i konkurencyjny parlament, a wszystko zatrybi. Nie zatrybi. Gruzja według PKB per capita (ok. 4 tys. dolarów rocznie) też jest na poziomie Afryki.

Redystrybucja bogactwa, dać ludziom pieniądze i przywrócić godność – oto najważniejsza kwestia. Ale jeśli się w Rosji o tym zająkniesz, to jesteś od razu faszystą (czerwono-brunatnym), przy czym od razu i ze strony putinowców, i systemowych liberałów – trzymanie narodu w nędze jest tym, co ich łączy.

      Наутилус-Помпилиус-Зверь
Podziel się:
Tags: