Islamskie Państwo Iraku i Lewantu. Preludium

Członkowie rządzącej partii Baas biorą udział w defiladzie z okazji 39. rocznicy zamachu stanu 1963 roku, w wyniku którego partia doszła do władzy. Bagdad, 8 lutego 2002 roku (foto: Ramzi Haidar/AFP/Getty Images)

W 2003 roku szef okupacyjnej administracji USA w Iraku Paul Bremer wydał rozkaz o debasyfikacji. Formalnie rozkaz ten dotknął nieznaczną część członków byłej rządzącej partii Baas – 2 tysiące ludzi zostało usuniętych z zajmowanych przez nich stanowisk, kolejnych około 30 tysięcy osób straciło perspektywy kariery zawodowej. Jednak w rzeczywistości chodziło o totalne wyrzucenie wszystkich członków Baas z każdej służby państwowej. Amerykańska administracja okupacyjna nie dawała i nie mogła dać żadnych gwarancji bezpieczeństwa ludziom, którzy w okamgnieniu zostali zepchnięci na dno życia. Dodatkowym czynnikiem nacisku na członków Baas stały się rozprawy czynione przez radykałów szyickich. Nie można powiedzieć, że zjawisko to było powszechne, jednak ekscesy do których dochodziło na ulicach miast postawiły baasistów przed koniecznością wyboru: albo dostosować się i próbować przetrwać, albo walczyć o przywrócenie utraconej pozycji.

Aresztowanie, proces i egzekucja Saddama Husajna oraz szeregu innych przedstawicieli wyższego kierownictwa Iraku postawiło pytanie o liderze baasistowskiego ruchu oporu i jego strukturyzacji. Kwestia lidera wyklarowała się dość szybko – został nim Izzat ad-Duri, jeden z najbliższych współpracowników Saddama Husajna spośród ocalałych przywódców kraju.

Ad-Duri zajmował szereg stanowisk państwowych, takich jak minister spraw wewnętrznych czy minister reformy rolniczej, jednak  główne znaczenie ma jego praca partyjno-polityczna na stanowisku zastępcy Saddama Husajna w irackiej Radzie Dowództwa Rewolucyjnego (wyższym organie władzy państwowej w kraju) i sekretarza partii Baas, na którym to stanowisku ad-Duri nadzorował wszystkie resorty siłowe.

51263601

„Walter White” baasistowskiego ruchu oporu i jeden z głównych twórców Państwa Islamskiego – Izzat Ibrahim ad-Duri

To faktycznie uczyniło Izzata ad-Duriego „chodzącą teczką” na cały aparat i kierownictwo wyższego i średniego szczebla, których kandydatury były przez niego uzgadniane. Ponadto duża część tych ludzi sporo zawdzięczała i była osobiście oddana ad-Duriemu, co stało się kluczowym warunkiem pracy w podziemiu po 2003 roku. Tak więc kandydatura Izzata ad-Duriego na stanowisko koordynatora i naczelnika całego baasistowkiego podziemia była na tyle logiczna, że nie budziła żadnego sprzeciwu.

Poza tym, w związku ze śmiercią przywódcy partii Saddama Husajna Izzat ad-Duri został kierownikiem (sekretarzem) regionalnego irackiego oddziału panarabskiej partii Baas, co czyniło go najwyższym kierownikiem partyjnym wszystkich członków tej partii w Iraku i postawiło go na jednym poziomie z kierownictwem Baas w innych krajach.

Posiadając już wówczas niemałe doświadczenie pracy w aparacie, ad-Duri aktywnie przystąpił do tworzenia podziemnej struktury ruchu oporu – Wyższego dowództwa dżihadu i wyzwolenia. Organizacyjnie powstała ona w bardzo krótkim terminie, do czego przyczyniła się poważna praca przygotowawcza jeszcze w czasach reżimu (o czym będzie niżej), jednak przed kierownictwem Baas powstał problem wyznaczenia strategii. Ostateczny cel – powrót do władzy – był oczywisty. Pytanie polegało na taktyce i wyborze partnerów i sojuszników. Będąc mniejszością, mając wśród przeciwników nie tylko szyitów i Kurdów, ale i najpotężniejszą siłę na planecie – USA i ich sojuszników, kwestia wyboru strategii walki nie była bynajmniej trywialna.

Biorąc pod uwagę maksymalną zamkniętość podziemia, wyjątkowy brak informacji o zachodzących wewnątrz procesach, można jedynie zgadywać, jak dokładnie przebiegała praca nad tą kwestią i jaką decyzję ostatecznie podjęto.

Możemy co najwyżej spróbować odtworzyć logikę, którą mieli kierować się zepchnięci na same dno iraccy baasiści. I porównać te rozważania do tego, co widzimy w rzeczywistości.

Członkowie partii Baas byli rządzącą elitą irackiego państwa i społeczeństwa. Proszę nie myśleć, że byli to tylko Arabowie-sunnici. W najbliższym otoczeniu Saddama dobrze dogadywali się i Turkmeni (przy czym nieproporcjonalnie w stosunku do ich ogólnej liczebności), i chrześcijanie. Autokratyczny Irak był klasyczną wschodnią despotią, w której dominowała zasada osobistego oddania. Poza tym, w formalnie świeckim Iraku kwitły i trybalizm, i klanowość, i rodzinność – czyli wszystkie cechy tradycyjnego Wschodu.

irak-585x600

Mapa podziału Iraku na grupy religijno-etniczne

Co mogą czuć ludzie, którzy byli wszystkim i w okamgnieniu stali się nikim? Oczywiście palącą chęć powrotu na szczyt. W nowym „demokratycznym” Iraku Malikiego oni stali się wyrzutkami, nie pozostawiono im żadnych szans na włączenie się do nowego życia, na nich ogłoszono polowanie. Kilkaset tysięcy nie obarczonych szczególnymi zasadami ludzi było zmotywowanych na walkę tak jak nie potrafią zmotywować żadne najbardziej płomienne wezwania. Oni gotowi byli sami wezwać kogokolwiek, aby tylko przywrócić swoją utraconą pozycję.

Poza tym nie byli to ludzie głupi. Oni doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że świecki projekt się skończył. Renesans islamu stał się faktem dokonanym, próbować zapalić kogokolwiek ideami panarabskiego socjalizmu po jego wyraźnej klęsce oznaczałoby tylko stratę sił i czasu. Przegranych nie lubią, lubią silnych. Na Wschodzie szczególnie.

Swoją drogą jeszcze za czasów Saddama Husajna pomiędzy dwiema wojnami zaczął być dostrzegalny zwrot w kierunku islamizacji życia społecznego i państwowego. W 1994 roku przeprowadzono zakrojoną na bardzo szeroką skalę tzw. „Kompanię Wiary”, wprowadzono pewne normy szariatu (ale bez szczególnego fanatyzmu). Kompania była prowadzona przez zastępcę Saddama Husajna, tego samego Izzata ad-Duriego. Nie obyło się też bez pompy i pokazuchy – została zaplanowana budowa 18 ogromnych „meczetów Saddama” – po jednym w każdej z prowincji, jednak blokada zmusiła do ograniczenia się znacznie mniejszymi przedsięwzięciami.

Powodem istotnej zmiany paradygmatu była przegrana w pierwszej wojnie, kiedy to Saddam na własnej skórze przekonał się, że solidarność panarabska już więcej nie działa. Idei Odrodzenia (Baas – dosłownie oznacza właśnie „odrodzenie”) i jedności arabskiej zaczęły być wypierane przez twardy nacjonalizm. W pewnym sensie oblężona twierdza, którą zaczął przypominać Irak, musiała skręcać w kierunku ideologii „ein Volk – ein Reich – ein Fuhrer”.

Warto też zaznaczyć inny, niezbyt afiszowany fakt związany znowuż z Izzatem ad-Duri. Znajdując się pod sankcjami międzynarodowymi, Irak – jak później i Iran – był zmuszony rozwijać „czarny rynek”, którego organizatorem i osobą kontrolującą był ten sam ad-Duri. Faktycznie był on głównym przemytnikiem Iraku. Oczywiście nie warto przypisywać ad-Duriemu zdolności nadludzkich, ale pewne zdolności organizacyjne on niewątpliwie posiadał. Uczyniło to Izzata ad-Duriego jeszcze bardziej wpływowym, co powodowało pewne konflikty z resztą otoczenia Saddama.

Niemniej jednak ad-Duri ostatecznie stał się najbardziej realną kandydaturą na pierwszą rolę w ruchu oporu – jego autorytet, kontakty i możliwości nie mogło zlikwidować żadne obalenie reżimu.

Prócz islamizacji reżim Husajna zdążył poważnie przygotować się do swojego ewentualnego obalenia pod jeszcze jednym względem – bazy materialnej. Saddam Husajn według niektórych danych po przegranej w pierwszej wojnie w Zatoce był przekonany, że drugiego bezpośredniego starcia z USA już nie będzie, natomiast główne zagrożenie dla swojej władzy widział w zainspirowanych przez Stany Zjednoczone powstaniach na północy w Kurdystanie i na południu wśród tak zwanych „błotnych szyitów”.

reed houses and canoes in Marsh Arab village in the marshlands of Southern Iraq where Euphrates and Tigris rivers meet; legendary site of the Garden of Eden

Ciekawostka kulturologiczna dla tych co myślą, że cały Irak to jedna wielka pustynia. Tak wygląda życie w sporej części niziny mezopotamskiej – ojczyźnie błotnych szyitów Madanów

Trudno powiedzieć z czego wynikała ta pewność, jednak przygotowania do tego poczyniono naprawdę poważne. Położono podwaliny pod organizację podziemia: bazy, lokale konspiracyjne, agenci, magazyny z bronią i komponentami, zgromadzono ogromne pod każdym względem zapasy amunicji i materiałów wybuchowych. Utworzono co najmniej trzy sieci podziemia – wojskowe, podziemie tajnej policji i podziemie partyjne. Można przypuszczać, że były też osobiste sieci podziemne wyższego kierownictwa Iraku. Wszystkie były autonomiczne, miały sieciowy charakter organizacji, oddzielne finansowanie, aktywa w irackich i zagranicznych instytucjach finansowych, rozbudowaną sieć kontaktów, „okna” na granicach i tak dalej.

Wschód opanował sztukę przetrwania w każdych warunkach – zachowanie władzy było przez wieki najważniejszym zadaniem każdego wschodniego władcy. Nic dziwnego, jeśli weźmiemy pod uwagę jak bardzo małej liczbie władców na Wschodzie udawało się dożyć sędziwego wieku w otoczeniu kochających krewnych i nieutulonych poddanych. Kontrwywiad i tajna policja cieszyły się szczególnymi względami w każdym okresie historycznym. Najmniejsze podejrzenie w spisku kosztowało życia każdego, nawet najbardziej przybliżonego. Przetrwać mogli jedynie bezwzględnie oddani. Saddam nie stanowił tu wyjątek – do jego dyspozycji było kilka poziomów ochrony: Gwardia republikańska, ochrona osobista (tak zwani fedaini), tajna policja Muchabarat, policja, armia, wywiad i kontrwywiad. Wszystkie wykonały zadanie organizacji podziemia, przy czym miały do tego masę czasu – pierwsze działania odnoszą się już do lat 1995-1996.

W zasadzie Wyższe dowództwo dżihadu i ruchu oporu formalnie powstałe w 2006 roku przyszło już na gotową bazę ze zbudowaną mocną infrastrukturą, wypełnioną ludźmi posiadającymi kolosalne możliwości i zasoby.

Hadżi Bakr

Niemieckie czasopismo Spigiel w kwietniu 2015 roku opublikowało artykuł w którym twierdzi, że w jego dyspozycji jest 31-stronicowy rękopisemny dokument podpisany przez pułkownika wywiadu saddamowskiego Iraku Hussajna Samira abd-Muhammada al-Kalifa, w którym ten przedstawia plany tworzenia kalifatu w północnej Syrii. Jako dowód przedstawiono kopie kilku stron tej notatki.

W notatce autor figuruje pod pseudonimem Hadżi Bakr i od tego momentu właściwie zaczyna się najnowsza historia Państwa Islamskiego. Co prawda, tak jak i poprzednia, obfituje ona w lakuny, dwuznaczności i niedokładności. Jednak na powierzchni leży wystarczająco, aby wyrobić sobie ogólne pojęcie o tym co się dzieje.

Hadżi Bakr, znany pod różnymi imionami (przy czym nie wiadomo do końca, które z nich jest prawdziwe) był jednym z wielu oficerów Saddama Husajna, którzy byli przygotowywani do działania w podziemiu. Spora ich część została aresztowana przez Amerykanów po obaleniu reżimu, i Hadżi Bakr też dostał się do więzienia skąd go wypuszczono szacunkowo w 2010 roku.

haji-bakr-pakistanaffairs-pk_

Hadżi Bakr we własnej osobie. Lepszych zdjęć niestety brak

Z pewnością służby amerykańskie mając w swoich rękach niemałą liczbę kierowników średniego i wyższego szczebla reżimu Saddama Husajna byli poinformowani o stworzonej podziemnej sieci baasistowskiego ruchu oporu. Logicznym jest dopuszczenie, że CIA i wywiad wojskowy DIA, oraz służby okupacyjnej administracji były zainteresowane w wykryciu podziemia. Schemat stosowany w takiej sytuacji przez Amerykanów jest standardowy – oni próbowali werbować aresztowanych przez nich ludzi, którzy mogli mieć związek z podziemiem, później ich wypuszczać i liczyć na kontrolę nad tymi ludźmi i przekazanie przez nich informacji. Metoda bardzo niepewna, jednak innej pod ręką najprawdopodobniej po prostu nie było.

Mniej więcej w ten sam sposób USA pracowały z więźniami Guantanamo. Wypuszczeni z więzienia wyjątkowo szybko dostawali się do tych czy innych struktur terrorystycznych, a czy oni współpracowali z CIA czy zgadzali się na werbunek jedynie po to by przeżyć – tego oczywiście nikt nie powie.

W Iraku taka technologia nie mogła zadziałać – wprowadzić do baasistowskiego podziemia agenta było dla USA wyjątkowo ciężko. Potężny wielowarstwowy kontrwywiad i tajna policja były filarem reżymu i żaden człowiek, który przeszedł przez amerykańskie więzienie, nie mógł dostać się do podziemia omijając gęste sito kontroli kontrwywiadu ruchu oporu. Więc można niemalże ze stuprocentową pewnością zakładać, że prawie nikt z tych „agentów”, którzy zostali wprowadzeni do sieci podziemia i przy tym pozostali przy życiu, na pewno nie pracował na Amerykanów.

Kierownictwo ruchu oporu w 2010 roku już dokonało strategicznego wyboru w jaki sposób zamierza realizować swój powrót do władzy. Decyzja generalnie leżała na powierzchni, jednak w drodze do niej było kilka bardzo poważnych przeszkód.

Baasiści mimo, że byli w przytłaczającej większości sunnitami, religię i w ogóle ideologię traktowali skrajnie cynicznie – ich ideą (przynajmniej wśród wyższego i średniego szczebla partii) była władza i tylko władza.

Mniej jednak działacze reżimu doskonale rozumieli ważność idei dla kontroli nad masami. Im bardziej pociągająca idea – tym lepsza kontrola. Po upadku reżimu nie mieli oni zbyt wiele do wyboru: ideologia Baas została kompletnie zdyskredytowana, a na pewno nie zapewniała totalnej kontroli, jej czas minął. W zasadzie pozostawał tylko islam, jednak ta nisza była zajęta przez organizacje islamistyczne, zaś wyraźny podział kraju na szyitów i sunnitów nie pozostawiał innego wyboru: żadnych szans w środowisku szyickim basiści nie mieli, pozostawali tylko radykałowie sunniccy.

Jednak baasistom nie odpowiadała też Al-Kaida z jej obronną ideologią, która pozycjonowała islam jako ofiarę współczesnych krzyżowców. Potrzebowali oni bezkompromisowej ofensywnej ideologii budowy islamskiego państwa „tu i teraz”. Taka ideologia znalazła się u marginalnego, acz agresywnego i oponującego Al-Kaidzie ugrupowania Ajmana az-Zawahiriego.

Profesor wschodoznawstwa moskiewskiej Wyższej Szkoły Gospodarki Jelena Gałkina w swoim artykule „Czym kusi Państwo Islamskie” pisze:

„…Doktryna PI zawiera między innymi następujące koncepty, których korzenie możemy znaleźć w literaturze salafickiej: niezdolność kierowania państwem zgodnie z szariatem – kufr (niewiara, najcięższy grzech); przeciwstawianie się Państwu Islamskiemu – irtidad (apostazja, jeden z przejawów kufru); szirk (bałwochwalstwo, pogaństwo) gdziekolwiek istnieje powinien być bezkompromisowo wykorzeniany (na świecie nie powinno pozostać ani jednego poganina); wszyscy szyici to apostaci; Bracia Muzułmanie i HAMAS to zdrajcy islamu.

Al-Kaida pozycjonuje swoją walkę jako „dżihad obrony” (dżihad ad-daf), wychodząc z tego założenia, że świat islamu jest ciągle atakowany przez krzyżowców (Zachód) i miejscowych władców-renegatów. PI również stosuje ten koncept, ale niemalże od chwili swojego powstania kieruje swoją propagandę przede wszystkim przeciwko liderom krajów muzułmańskich, walka z którymi, w opinii liderów organizacji, jest bardziej aktualna, niż konfrontacja z Zachodem. Ponadto PI uznaje też „dżihad ofensywny” (dżihad at-talab) w stosunku do pogan i renegatów, zwłaszcza szyitów, którzy dążą do tego by z pomocą USA przekształcić Irak w państwo szyickie, żeby domknąć „szyicki półksiężyc od Teheranu do Bejrutu”.

Dziś starsze pokolenie islamskich teoretyków odwróciło się od PI, przerażone jego okrucieństwem. Opracowaniem ideologii ugrupowania zajmują się młodzi filozofowie religijno-polityczni, wśród których najbardziej wpływowy to 32-letni Turki al-Binali, Bahrajńczyk z dobrej rodziny, obalacz autorytetów i mistrz propagandy internetowej. Ideolodzy i propagandyści PI, którzy sami od młodu żyją w sieci, znają kody kulturowe zarówno arabskiej, jak i zachodniej młodzieży, potrafią tworzyć memy i uruchamiać wirusy medialne.

Wiele materiałów jest obliczonych na niearabskiego odbiorcę i zawiera przesłania atrakcyjne również poza światem islamskim: na filmikach werbunkowych PI ukazuje się jako bractwo „wojowników prawdy”, którego członkiem może zostać każdy, przy czym uwaga odbiorcy nie jest akcentowana na składni islamskiej. Jest to obraz obozu zwycięzców, którzy przychodzą narzucać swoje zasady i przemoc jest nieodłączną ich częścią.

W filmikach werbunkowych możemy zobaczyć zbliżenia na zabitych dżihadystów, prawdziwe wybuchy, potyczki, egzekucje. Takie podanie materiału ma przyciągać nie tyle fanatyków religijnych co „psów wojny”, którzy nie odnaleźli się w pokojowym życiu”.

Logika walki sprowadziła kierownictwo baasistowskiego podziemia do konkretnej decyzji: należy brać pod swoją kontrolę lub proponować sojusz tej obiecującej ideologii i wykorzystać ją we własnym celu przekazując ideologom swoje umiejętności dla osiągnięcia ostatecznego celu. Tak więc znalazł się przedmiot negocjacji i przesłanki do unii, która tak bardzo przypominała sojusz ibn Sauda i Abd al-Wahhaba.

W tym momencie w grę weszły cechy charakterystyczne zorganizowanej przez Abu Musaba az-Zarkawiego struktury islamistycznego podziemia w Iraku. Po pierwsze dwuszczeblowa struktura organizacyjna gwarantowała, że kontrola nad sztabem islamistów – Szurą – automatycznie daje możliwość objęcia kontroli nad całością tych struktur sieciowych, którymi ona zarządza. Po drugie iraccy islamiści sami szukali możliwości fuzji islamu i nacjonalizmu, gdyż im nie do końca odpowiadało kosmopolityczne podejście ich struktury naczelnej (Al-Kaidy). Interesy się zbiegły – i pojawienie się Hadżi Bakra stało się tym spustem, który uruchomił cały późniejszy łańcuch wydarzeń.

Ciąg dalszy nastąpi

      Nasheed-Qom
Podziel się: